DSK: Strauss-Kahn i jego prawnik do spraw specjalnych
Mały adwokat na duże kłopoty
Kiedy Dominique Strauss-Kahn (DSK) stanął przed sądem w Nowym Jorku, na scenę wkroczył również jego obrońca, Benjamin Brafman. Nowojorski prawnik do zadań specjalnych, gwiazda wśród adwokatów, adwokat gwiazd.
Benjamin Brafman ze swoim klientem Dominique Strauss-Kahnem przed nowojorskim sądem.
Forum

Benjamin Brafman ze swoim klientem Dominique Strauss-Kahnem przed nowojorskim sądem.

Brafman podejmuje się obrony raperów, polityków i celebrytów, m.in. króla popu, Michaela Jacksona.
Kevork Djansezia/Reuters/Forum

Brafman podejmuje się obrony raperów, polityków i celebrytów, m.in. króla popu, Michaela Jacksona.

Strauss-Kahna zatrzymano w maju na nowojorskim lotnisku JFK. Oskarżono go o usiłowanie gwałtu, napaść seksualną i bezprawne uwięzienie hotelowej pokojówki. Zakuto w kajdanki i doprowadzono do sędziego, gdzie musiał jeszcze odczekać na swoją kolej wśród drobnych przestępców. Dla DSK, który jako szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego był jednym z najbardziej wpływowych ludzi świata, musiało to oznaczać zimny prysznic i trudne spotkanie z rzeczywistością.

Ale dla Benjamina Brafmana, błyskotliwego żydowskiego prawnika, który zgodził się reprezentować DSK przed sądem, to nic nowego. Ten adwokat w latach 90. bronił mafiosów i z konieczności wchodził również w ich świat. Był też obrońcą raperów, polityków i celebrytów, m.in. króla popu, Michaela Jacksona. Skomplikowane sprawy to jego żywioł. Dobrze się w nich sprawdza, a w Nowym Jorku wszyscy wiedzą, że Ben Brafman ratuje skórę i wyciąga nawet z największych tarapatów. Zyskał opinię prawnika do zadań specjalnych.

Przeciw brukowcom

Skuteczność i długoletnie doświadczenie adwokata sprawia, że jego własna wiarygodność rozciąga się też na jego klientów. Jeśli Brafman podjął się sprawy, to sytuacja nie jest czarnobiała, a oskarżony nie może być aż tak zły, jak go przedstawiają – mówią przysięgli. Teraz też jest podobnie. Kiedy zatrzymano i postawiono zarzuty DSK, brukowce z góry wydały na niego wyrok. Dopiero pojawienie się Brafmana i jego zapewnienia, że „sprawa byłego szefa MSW jest jak najbardziej do obrony”, ostudziło emocje. Od razu też pojawiły się wątpliwości: Czy były szef Międzynarodowego Funduszu Walutowego na pewno jest winny? Przecież jeśli rzeczywiście zgwałciłby pokojówkę, Brafman nie podjąłby się obrony.

Adwokat zaczął od zbadania wiarygodności ofiary. Krok po kroku sprawdzał czy dziewczyna wcześniej nie miała kłopotów z prawem, albo czy teraz mogłaby mieć jakiekolwiek powody, żeby kłamać. Podobnie jak we wcześniejszych sprawach, również i tym razem Brafman stara się dowieść niewinności swojego klienta poprzez podważenie wiarygodności skarżącej. Nie kwestionuje tego, że między DSK a pokojówką doszło do zbliżenia (bo na to są dowody). Ale poddaje w wątpliwość okoliczności zdarzenia. I założenie, że kontakt seksualny był - jak twierdzi pokojówka - wymuszony.

Klasowy klaun

62-letni dziś Benjamin Brafman, „żydowski kurdupel”, jak czasami nazywają go media, długo pracował na swoją pozycję adwokata do spraw beznadziejnych, których nikt inny nie chciałby się podjąć. W przeciwieństwie do wielu sław nowojorskiej palestry, Brafman nie skończył Harvardu ani innej renomowanej uczelni, tylko Ohio Northern University, bo tylko tam udało mu się dostać stypendium. Nie pochodzi też z prawniczej rodziny, ani nie miał w palestrze żadnych znajomości. Do wszystkiego doszedł sam.

Jego rodzice, mając kilkanaście lat, uciekli przed wojną z Europy do Ameryki. Matka przyjechała z Czechosłowacji, a ojciec z Austrii. Poznali się już w Nowym Jorku. I oprócz Bena, który był młodszym synem, mieli jeszcze starszego syna Aarona i dwie młodsze siostry. I to Aaron, a nie Ben, był ich oczkiem w głowie. Zresztą on też przykładał się bardziej w żydowskiej szkole religijnej zwanej jesziwą, a potem został nowojorskim rabinem. Ben zaś nigdy nie był zbyt ortodoksyjnym Żydem. Choć, jak sam twierdzi, od lat ustala daty procesów tak, aby nie kolidowały z żydowskimi świętami, bierze wolne soboty, a w piątki wychodzi z pracy wcześniej, by zdążyć do domu przed zachodem słońca. W dzieciństwie jednak zawsze żył w cieniu hołubionego brata.

W szkole był klasowym klownem. Niewysoki, zawsze się wygłupiał. Pierwsze publiczne „pokazy” dał mając kilkanaście lat. Pracował jako kelner w nocnym klubie Catskills. Pewnego razu, kiedy do pracy nie przyszedł komik, Ben razem z kolegą odegrali na scenie kilka skeczy. Ich występ bardzo się spodobał. Powtarzali go później jeszcze kilka razy, a Ben - rozochocony sławą - wydrukował sobie nawet kilkaset wizytówek, które rozdał po przedstawieniach.

Szybko jednak odłożył swoje zamiłowania komediowe i zapisał się na zajęcia z nauk politycznych, prowadzone przez przyszłego kongresmena Stephena Solarza. Był bardzo pilnym studentem, więc kiedy Solarz dostał się do Kongresu, zatrudnił Bena jako swojego asystenta.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj