szukaj
Skandynawski problem z alkoholem
Wódko, pozwól pić
Już półtora wieku Szwedzi walczą z alkoholem, który doprowadzał ich do nędzy i degeneracji. Graniczące z prohibicją zakazy zmieniły kulturę picia, ale spożycie niewiele się zmniejszyło.
ICEBAR w Sztokholmie. Szwedzi lubią się napić i sprytnie radzą sobie z ograniczeniami.
Elan Fleisher/BEW

ICEBAR w Sztokholmie. Szwedzi lubią się napić i sprytnie radzą sobie z ograniczeniami.

Plakat wzywajacy do głosowania przeciwko prohibicji w referendum 1922 r. Straszy on Szwedów, że będa musieli zrezygnować ze święta jedzenia raków, obficie zakrapianych alkoholem.
AN

Plakat wzywajacy do głosowania przeciwko prohibicji w referendum 1922 r. Straszy on Szwedów, że będa musieli zrezygnować ze święta jedzenia raków, obficie zakrapianych alkoholem.

Szwedzka polityka alkoholowa ma do dzisiaj wpływ na wcześniej zależne od niej Finlandię i Norwegię. Na fot. Oslo.
Bernt Rostad/Flickr CC by 2.0

Szwedzka polityka alkoholowa ma do dzisiaj wpływ na wcześniej zależne od niej Finlandię i Norwegię. Na fot. Oslo.

Jean-Paul Pouron, wydawca skandynawskiego magazynu „Francofil” dla francuskojęzycznych tubylców i imigrantów, często otrzymuje sygnały od europejskich turystów zaskoczonych, że po przyjeździe do Skandynawii nie mogą się napić wina na kempingu i że w promieniu czasem kilkudziesięciu kilometrów nie ma miejsca, w którym mogliby je kupić. A jeśli już jest, to bardzo drogie.

Szwecja, której polityka alkoholowa ma do dzisiaj wpływ na wcześniej zależne od niej Finlandię i Norwegię, powołuje się na względy geograficzne i historyczne, które każą nadal utrzymywać restrykcje w sprzedaży i konsumpcji alkoholu. Pierwszy zakaz niekontrolowanego pędzenia wódki wprowadzono już w 1860 r. Była to reakcja na coraz niższy wzrost liczby obywateli i spadającą średnią długość życia, spowodowane powszechnym wówczas pijaństwem. Zwracali na to uwagę podróżni odwiedzający kraj. Jeden z pierwszych polskich dyplomatów jezuita Jan Chrzciciel Albertrandi tak pisał w 1789 r.: „używanie gorzałki jest tak powszechne, że się do kobiet, do panien, do dzieci nawet rozciąga”.

Traktowano wówczas wódkę jako lekarstwo na biedę i niedogrzanie z powodu surowego klimatu Północy. Wódka przynależy do szwedzkiego klimatu – mówił w 1818 r. kaznodzieja Carl Rabe – jest korzystna dla spracowanego człowieka, którego członki są zmęczone, konieczna dla tych, którzy z powodu złego odżywiania kartoflami z solą muszą wytężać swoje siły, aby dla żony i dzieci zapewnić ubogie utrzymanie. Ludzie, którzy nie znajdowali ukojenia w wódce, emigrowali masowo za ocean. Skandynawia się wyludniała.

Wróg klasowy

Kraje skandynawskie (poza Danią) uznały, że największym zagrożeniem jest dla nich alkohol. Ma on do dziś prawie takie samo znaczenie jak wróg klasowy w komunizmie. Walka z alkoholem miała zresztą od początku charakter klasowy. Powstające w połowie XIX w. ruchy socjalistyczne, wspomagane przez odrywające się od Kościoła państwowego sekty religijne, zaczynały czynić z abstynencji cnotę. Wielki strajk w 1909 r., który w historii Szwecji stanowi podobną cezurę historyczną jak powstanie Solidarności, przeprowadzono wzywając uczestników do powstrzymywania się od picia wódki. Rosnąca w siłę partia socjaldemokratyczna, która będzie później dominującą siłą polityczną w kraju, domagała się wtedy prohibicji.

Z prohibicji nic wprawdzie nie wyszło (w referendum poparło ją „tylko” 49 proc. głosujących), ale w 1917 r. wprowadzono system racjonowania napojów alkoholowych w formie książeczek, w których zapisywano każdy zakup mieszczący się w granicach miesięcznych norm: od 1 do 4 l alkoholu na osobę, w zależności od wieku, majątku i pozycji społecznej. W 1955 r. zrezygnowano z książeczek, ale pamięć o nich przetrwała do dziś. Pozostał po nich tylko zakaz sprzedaży alkoholu ludziom, którzy nie ukończyli 20 lat. Jeśli nie ma się wieku wymalowanego na twarzy, do sklepu trzeba iść z dowodem.

Najdziwniejsze jest to, że kraje skandynawskie, podobnie zresztą jak i Polska, mieszczą się w granicach europejskiej średniej konsumpcji alkoholu. Oscyluje ona w granicach 10 l czystego spirytusu na głowę rocznie. W Szwecji spożycie spadło teraz – w porównaniu z rekordowym 2004 r. – aż o 13 proc. Znacznie zmniejszyło się zainteresowanie młodzieży alkoholem.

Dlaczego zatem utrzymuje się utrudnienia w sprzedaży i traktuje skandynawskich konsumentów jako mniej dojrzałych od reszty Europejczyków? Powodem jest swoista polityka historyczna i pamięć o alkoholowej niedoli, która zagrażała narodowej egzystencji. Zanim doszło do powstania współczesnych partii politycznych, organizacje abstynenckie miały charakter ruchu odrodzenia narodowego i dyktowały warunki politykom. Również dzisiaj abstynenci mają większość w parlamencie, niezależną od podziałów politycznych, pozwalającą im sprzeciwiać się próbom zliberalizowania rynku alkoholowego.

Walka z alkoholizmem była najważniejszym problemem społecznym Szwecji przez ostatnich 150 lat, stwierdza Lennart Johansson w wydanej niedawno książce „Państwo i pijaństwo”. Alkohol ma w szwedzkiej polityce mniej więcej takie samo znaczenie jak aborcja w USA – stwierdza liberalny publicysta Mattias Svensson: „To najważniejszy problem dla dużej grupy wyborców, która angażuje się w zabranianie i kontrolowanie innych. Żadna z partii politycznych nie ma odwagi, żeby stanąć z nimi w szranki”.

Za rygorami przemawia także sposób picia: żeby się upić. Celują w tym zwłaszcza Finowie, połowę alkoholu konsumowanego przez mężczyzn wypija tylko 10 proc. Finów. Ostatnio również i Finki nie wylewają za kołnierz, do spożywania alkoholu przyznaje się aż 90 proc. kobiet, co jest najwyższym wskaźnikiem w Europie.

Silne i wpływowe organizacje abstynenckie straszą społeczeństwo apokalipsą, jaka może je spotkać, gdyby zliberalizowano sprzedaż. W Szwecji podwojenie liczby sklepów z alkoholem z obecnych 400 do 800 spowoduje, że umierać będzie przedwcześnie z powodu szkodliwości picia kolejnych tysiąc osób rocznie, argumentują apostołowie trzeźwości. Wzrosnąć ma także liczba przestępstw i wypadków drogowych. A tu traktuje się takie ostrzeżenia niezwykle serio. Poparcie społeczne dla sprzedaży wina w sklepach spożywczych zmalało w minionej dekadzie z 56 do 31 proc. wśród kobiet i z 69 do 42 proc. wśród mężczyzn.

 

Czytaj także

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj