Autobiografia czy autoiluzja?
Przy obieraniu Grassa
Ponosimy odpowiedzialność za zbrodnie nazistów, ale te zbrodnie spowodowały poważne katastrofy także dla Niemców - dlatego i oni stali się ofiarami – mówi Günter Grass. Rozmowa pisarza z izraelskim historykiem Tomem Segevem, opublikowana w dzienniku „Haarec”, wywołała międzynarodową burzę.
Słowa Grassa o „ośmiu milionach niemieckich jeńców” oburzyły historyków. Segev tłumaczy, że było to przejęzyczenie.
Ullstein bild/BEW

Słowa Grassa o „ośmiu milionach niemieckich jeńców” oburzyły historyków. Segev tłumaczy, że było to przejęzyczenie.

„Byłem małym, głupim nazistą. Zrozumiałem to po wojnie i było mi wstyd. Dziś jest mi wstyd”.
Ullstein bild/BEW

„Byłem małym, głupim nazistą. Zrozumiałem to po wojnie i było mi wstyd. Dziś jest mi wstyd”.

Artykuł pochodzi z  37 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 12 września.
Polityka

Artykuł pochodzi z 37 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 12 września.

Tak jak Willy Brandt, Günter Grass stał się jednym z symboli nowych Niemiec. Jednak nasza 2,5-godzinna rozmowa nie zawsze toczyła się gładko. Umówiliśmy się na spotkanie z okazji publikacji hebrajskojęzycznej wersji książki „Przy obieraniu cebuli” – dzieła autobiograficznego wydanego w Niemczech w 2006 roku. Grass ujawnił w nim, że będąc nastolatkiem, przez kilka miesięcy służył w Waffen SS. Wyznanie rozbudziło gwałtowną debatę, która przetoczyła się przez cały świat (książka ukazała się w 30 językach).

Cebulę przyrównuje się do pamięci: niełatwo ją obrać, a krojenie wywołuje łzy. Wydaje się, że Grass też lituje się nad sobą. Wstąpienie do Waffen SS pojawia się na stronie 98 wydania hebrajskiego. Na wcześniejszych stronach czytamy między innymi o trudach jego rodziny, problemach dorastania w czasie wojny oraz spotkaniu z kobietą, która nie miała nic przeciw Żydom. Pojawia się również wątek próby zamachu na Hitlera oraz inwazji aliantów w Normandii, bombardowania niemieckich miast, rosyjskich żołnierzy, którzy podpalili kościół w Berlinie wraz ze znajdującymi się w środku kobietami, a także niemieckiego statku Wilhelm Gustloff, zatopionego w styczniu 1945 roku przez Rosjan (tej historii poświęcił „Idąc rakiem”). Grass uważa też za istotne, by odnotować, że do Waffen SS na ochotnika zgłaszali się ludzie z całej Europy, a nie tylko Niemcy.

Grass to marka światowa. Otoczony asystentami, sprawia wrażenie człowieka bardzo zabieganego. Jego osobisty sekretarz powiedział mi, że pisarz jest zmęczony rozmowami o przeszłości w SS. Rzecz jasna rozumie, że z okazji publikacji książki w języku hebrajskim, pewnych pytań nie da się uniknąć, i jest ciekawy, jak „Przy obieraniu cebuli” zostanie odebrane w Izraelu. Z całego serca żywi jednak nadzieję, że wywiad nie będzie dotyczył tylko jego służby w Waffen SS.

Zaczął od długiego oświadczenia, które sprowadzało się do tego, że ujawnienie jego przeszłości w Waffen SS jest tylko jednym ze szczegółów książki i to wcale nie najważniejszym. W końcu pozwolił mi zadać pytania. Raz czy dwa podniósł na mnie głos, gdyż podzieliłem się z nim wrażeniem, że ta książka – podobnie jak poprzednia („Idąc rakiem”) – przedstawia Niemców przede wszystkim jako ofiary. Z takim poglądem solidaryzuje się coraz więcej Niemców i niektórzy widzą w Grassie przedstawiciela tej tezy. „Co jeszcze by się nadało, żeby obnażyć mnie, któremu i tak potrzebny jest figowy listek?” – pisze na samym początku „Przy obieraniu cebuli” (przekład: Sławomir Błaut – przyp. FORUM).

Mało kto potępiał go za służbę w Waffen SS jako taką: miał 17 lat i nie poszedł na ochotnika, ale został wcielony z poboru. Grass służył w dywizji pancernej Frundsberg, która walczyła na froncie wschodnim i zachodnim, miała udział w zbrodniach wojennych i próbowała ocalić Hitlera z okrążonego bunkra w Berlinie, ale uczestniczył tylko w części walk. Służył od listopada 1944 roku prawie do końca wojny – został ranny w kwietniu 1945 roku, dostał się do amerykańskiej niewoli, skąd wyszedł bez procesu. Niewielu wiedziało, że był w Waffen SS, opinia publiczna była tylko świadoma jego służby w armii. Większość miejscowych krytyków wypominała mu ze złością zatajanie tego faktu, inni – ujawnienie sekretu. Obie grupy martwiły się własnym wizerunkiem dobrych Niemców.

Debata była dla mnie bardzo bolesna – wyjaśnia Grass – ponieważ skupiała się wokół dwóch i pół strony, na których opisałem moją służbę w Waffen SS. Dla mnie był to najwyższy punkt procesu dojrzewania. Gdy jechałem do jednostki, nosiłem jeszcze krótkie spodenki. W swojej książce próbowałem poradzić sobie z faktem, że dojrzewając, wszedłem do zamkniętego systemu politycznego już w wieku 15 lat.

Najważniejsza sprawa, którą próbowałem zrozumieć i o którą pytam sam siebie do dziś, jest następująca: jak to możliwe, że nie zadawałem pytań? Niemcy rozstrzelali wuja Franza, kuzyna mojej matki, który był listonoszem i brał udział w obronie Poczty Polskiej w Gdańsku. Nie rozmawialiśmy o tym, a ja nie pytałem. W mojej klasie był chłopiec, którego ojciec słuchał BBC, więc synek mógł opowiedzieć nam wiele rzeczy o przebiegu wojny. Pewnego dnia zniknął. Nie pytałem, dokąd poszedł. Był też inny chłopiec, który odmawiał służby wojskowej z powodów religijnych. Pastwiliśmy się nad nim straszliwie. Pewnego dnia on też zniknął i o nic nie pytałem. I o tym właśnie jest książka, a nie o moim krótkim epizodzie w Waffen SS.

Mówiąc najogólniej, centralny wątek nie dotyczy mnie, lecz całych Niemiec. Jak to się stało, że tak oświecony kraj, jak Niemcy, został wciągnięty w nazizm? Takie pytanie zajmuje mnie od czasu „Blaszanego bębenka”, mojej pierwszej książki. Opowieść pokazuje też, że nigdy nie można być pewnym, jak potoczy się życie – nie ma gwarancji, że ktoś postąpi właściwie i uniknie tego, co jest niewłaściwe. I nie brałem udziału w zbrodniach wojennych.

A może przypadkiem było tak, bo miał szczęście? – Można to tak ująć. Tak.

Służba wojskowa Grassa jest opisana jako bezcelowe doświadczenie, które kojarzy się ze słynną powieścią o I wojnie światowej „Na zachodzie bez zamian” Ericha Marii Remarque’a. Nastoletni Grass czytał tę książkę i spotkał jej autora po wojnie. Oczywiście chciał porozmawiać o powieści, ale Remarque stracił cierpliwość: Czemu nikt nie chce mówić ze mną też o innych książkach? – spytał z pretensją. Dziś naturalnie Grass może się z tym identyfikować, bo wszyscy cały czas pragną, by opowiadał o służbie w Waffen SS.

Dlaczego zataił pan fakt służby w Waffen SS? Przecież w powojennych Niemczech byli przestępcy wojenni – w tym dowódca pańskiej dywizji – którzy uważali to, co zrobili, za powód do dumy.
Günter Grass:
Dlatego, że się wstydziłem. Byłem małym, głupim nazistą. Zrozumiałem to po wojnie i było mi wstyd. Dziś jest mi wstyd.

Więc dlaczego zdecydował się pan to ujawnić?
Przez lata miałem coś w rodzaju zasady, by w ogóle nie pisać materiałów autobiograficznych, gdyż pamięć płata nam figle i mamy skłonność do wymyślania swojej postaci na nowo. W pewnym wieku człowiek zaczyna jednak przyglądać się życiu i są pewne sprawy, które potrzebują czasu, by dojrzeć; dotyczy to również formy literackiej.

Jeśli dobrze rozumiem sens tego epizodu, chodzi o to, że im szybciej wyciągnie się brudy z szafy, tym lepiej.
Chcę, by mnie dobrze zrozumiano. Nie było tak, że zdecydowałem się ujawnić tajemnicę. Doszedłem do momentu, gdy postanowiłem zmierzyć się z faktem, że kiedy byłem bardzo młody wierzyłem w nazizm. O tym jest książka. Częścią tego jest mobilizacja do Waffen SS. Swoją drogą po publikacji się okazało, że było parę osób, którym powiedziałem o tym lata temu. Sprawa nie zyskała rozgłosu.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj