P jak pokój i Palestyna
Obie strony muszą ustąpić
Autonomia Palestyńska złożyła wniosek o uznanie jej państwowości w ONZ. Izrael się temu sprzeciwia. Ale przecież nie chodzi o formuły państwowoprawne: Palestyńczyków i tak uznaje ponad sto państw.

Co przyjdzie im z tego, że, powiedzmy w grudniu, tę samą Autonomię Palestyńską nazwą Republiką Palestyńską? Nie o państwowość chodzi, lecz o trwały pokój między stronami, które mają roszczenia do tego samego kawałka ziemi i które – co tu kryć – tylko publicznie powstrzymują się od wyrażenia nienawiści do siebie.

Gdyby pokój można zaprowadzić rezolucjami ONZ, dawno by konflikt rozwiązano, bo rezolucji było już kilkanaście. Opinia publiczna jest zdezorientowana – przecież obie strony nawet dziś deklarują gotowość rokowań, ale co z tego? Rokowania trwają już 20 lat i mogą tak trwać kolejne 20 z podobnym rezultatem.

Więc tak: Palestyńczycy muszą się wyrzec mrzonek, zwłaszcza prawa do masowego powrotu. Nie mogą wrócić na ojcowiznę miliony ludzi, nawet boleśnie pokrzywdzonych, bo to po prostu nierealne. Trzeba się pogodzić z losem, tak jak miliony na przykład Polaków pogodziły się z utratą ziemi i domu na Wschodzie. Większość dostała coś w zamian i w Palestynie też trzeba albo odszkodowań, albo wymiany; plany takie istnieją, a liczbę tych, którzy realnie mogą odzyskać własność, oblicza się nie na miliony, ale na 50 tys. To Izraelowi nie zagrozi.

Izraelczycy – co jasne – muszą żyć w bezpiecznych granicach. I z poczuciem bezpieczeństwa. Jednak – z powodu ataków terrorystycznych, w których ginie kilka osób – nie mogą urządzać wojskowych ekspedycji karnych, w których giną tysiące Palestyńczyków. Dysproporcja ofiar jest szokująca i mnoży fanatyków. W takim odwecie za 3 tys. zabitych w nowojorskich wieżach Ameryka musiałaby zabić miliony. Zwalczanie terroryzmu musi być operacją policyjną, nie wojskową. Jerozolima, święty symbol dla obu stron, musi znaleźć formułę szanującą uczucia wszystkich.

Wreszcie, Izraelczycy będą musieli przynajmniej część ziemi oddać. Kiedy w 1947 r. ONZ dzieliła dawny brytyjski mandat Palestyny: Żydzi dostali 56 proc., Palestyńczycy – 44, z czego dziś zostało im zaledwie 22 proc. Oczywiście, łatwo tę ekspansję izraelską uzasadnić: były po drodze krwawe wojny, wywołane przez Arabów i przez nich przegrane. Ale pokój buduje się nie na zdobyczach, lecz na ustępstwach.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj