Rozmowa z pisarką Arundhati Roy
Zachód w 10 lat po 9/11
Słynna hinduska pisarka, Arundhati Roy o przemianach ostatniej dekady, kapitalizmie, jego pokusach i szczęściu płynącym z ascezy.
Arundhati Roy
B Mathur/Reuters/Forum

Arundhati Roy

Artykuł pochodzi z 40 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 3 października.
Polityka

Artykuł pochodzi z 40 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 3 października.

Od chwili gdy 11 września samoloty uderzyły w wieże World Trade Center, na świecie powstała wielka wyrwa, która z czasem raczej się powiększyła, niż zmalała. Czy 11 września był początkiem końca kapitalistycznego Zachodu?
To był początek upadku imperium amerykańskiego, który w coraz większym tempie dokonuje się na naszych oczach. Imperia zawsze powstawały i upadały. Nigdy jednak świat nie był tak ściśle powiązany kulturowo i ekonomicznie, jak teraz. Dlatego upadek imperium odczują wszyscy. Wszystkie nasze przekonania, dotyczące tego, co rozumieć pod terminem „cywilizowane życie” stanęły pod znakiem zapytania.

Czy skala aktualnego kryzysu przekracza to, co przeżyli nasi ojcowie i dziadowie - za życia których doszło przecież do dwóch wojen światowych?

Te pokolenia zapłaciły w Europie wysoką cenę. Jednak ich świat obejmował jeszcze zasięg pojęć, możliwy do ogarnięcia. Chodziło o faszyzm, socjalizm, albo o demokrację. My znaleźliśmy się już poza zasięgiem semantycznym tych słów. Nie wiemy już, jakie są nasze marzenia i co rozumiemy pod pojęciem szczęścia.

Przed dziesięcioma laty napisała pani esej, który odbił się szerokim echem na całym świecie. Porównywała w nim pani Stany Zjednoczone do Al Kaidy i określała George’a W. Busha jako sobowtóra Ben Ladena.
Obaj byli opętani manią wielkości. Obaj byli przekonani, że świat powinien wyglądać tak, jak im się wydaje słuszne. Ale oczywiście nie sposób porównywać człowieka, który pod kontrolą ma cały świat z nikim innym. Można jedynie sobie wyobrazić, że obaj, jeśli dysponowaliby zbliżoną potęgą, byliby równie niszczycielscy.

A więc po dziesięciu latach nadal napisałaby pani taki esej?
Nie zmieniłabym go. Najwyżej uzupełniła. W międzyczasie bowiem napadnięto na Afganistan, na Irak. Reakcja Busha na 11 września przyniosła śmierć wielu ludziom, którzy nawet nie mieli pojęcia, że istniało coś takiego jak World Trade Center. Wszystko to doprowadziło do kryzysu, w którym znajdujemy się obecnie.

Jakie były pani pierwsze myśli wtedy, gdy zobaczyła pani walące się wieże?
Większość ludzi w tej części świata, w której żyję, nie była tak zszokowana, jak mieszkańcy Zachodu. Widzieliśmy już tyle nędzy, tak wiele przemocy. Nie żyjemy w przeświadczeniu o życiu w idealnym świecie, który nie może zostać zniszczony.

Co zmieniło się w pani życiu w ciągu tych dziesięciu lat od 11 września? Czy kryzys kapitalizmu w jakiś sposób wkroczył w pani codzienność?
W 1997 r. ukazała się moja powieść „Bóg rzeczy małych”, wówczas stałam się bohaterką indyjskiej klasy średniej. Potem zaczęłam pisać eseje polityczne i ci sami ludzie zaczęli mnie nienawidzić. Na Zachodzie było to akceptowane tylko do momentu, kiedy krytykowałam procesy, zachodzące w Indiach. Kiedy napisałam ów esej „Infinite Justice” o Ameryce, zdałam sobie sprawę z tego, że wkroczyłam na obce terytorium. Ale musiałam to napisać. Było przecież całkowicie jasne, że za całym tym gadaniem Busha o wojnie między dobrem, a złem stoi cały przemysł zbrojeniowy i pieniądze.

Jak postrzega pani Zachód w dziesięć lat po 9/11?
Demokracja i gospodarka wolnorynkowa stopiły się w jednego drapieżnika, którego myśli krążą wyłącznie wokół jego strawy – czyli maksymalizacji zysków. Mówi się, że zachodni świat po to prowadzi wojny w Afganistanie i w Iraku, by bronić zachodniego stylu życia. Ten styl życia, o który tam walczy się zbrojnie, jest jednak równocześnie tym, co prowadzi do upadku zachodniego imperium.

Jeżeli istnieje coś, z czego Zachód słusznie jest dumny, to właśnie jego styl życia, kultura, wolność i indywidualizm.
Oczywiście, istnieją na Zachodzie wartości które zasługują na to, by ich bronić. Pytanie tylko – za jaką cenę. Zachód nie potrafi odnajdywać kontekstu. Myśli wyłącznie w kategoriach oddzielnych rewirów. Jednym rewirem jest wojna z terrorem. Kolejnym – gospodarka. Trzecim – demokracja. Wszyscy grzecznie wykonujemy naszą pracę w swoich rewirach - i potem ze zdumieniem spostrzegamy, że bez pszczół, które zapylają kwiaty, nie jesteśmy w stanie przeżyć.

Jak brzmi pani prognoza - czy kapitalizm ma przyszłość?
Przyszłość? Przyszłością będą wojny elit z biedakami. To jest właściwy konflikt, o który dziś tak naprawdę chodzi. Mamy światową elitę, która jest bardzo dobrze powiązana ze sobą zarówno kulturowo, jak i gospodarczo i której chodzi wyłącznie o własne przetrwanie.

Kto należy do tej elity?
W Europie, w Ameryce, w Chinach , czy w Indiach istnieje elita, która walczy wyłącznie przeciw niższym warstwom spolecznym. Chodzi jej o władzę, o Realpolitik, o energię. Skąd Chiny wezmą surowce naturalne, by wciąż karmić swoją maszynerię postępu? Trzeba będzie stoczyć o nie wojnę. Skąd Indie wezmą surowce naturalne? W chwili obecnej - od swoich najuboższych mieszkańców w lasach. Zdewaluował się stary argument, że niszczenie środowiska, zapewniającego podstawy egzystencji, odbywa się dla dobra kraju i koniec końców przyczyni się do dobrobytu wszystkich. Wszystko to są banały powtarzane przez znajdującą się u władzy klasę średnią, przez znakomicie powiązaną ze sobą elitę na całym świecie.

Żyjemy w dyktaturze klasy średniej?
Tak, istnieje totalitaryzm klasy średniej. Można to poznać po wielu rzeczach. Kulturowe i ekonomiczne kody w Indiach całkowicie zmieniły się w ciągu ostatnich 20 lat. Przykładem jest tu Bollywood. W bollywoodzkich filmach nie widać już biednych ludzi. W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych Amitab Batsham, wielka gwiazda Bollywood, grał w nich królów slumsów, kulisów. Był małym człowiekiem, który walczy z całym systemem. W latach dziewięćdziesiątych można zobaczyć tego samego człowieka, tyle że mieszkającego w willach i przemieszczającego się helikopterem.

Na Zachodzie ten model, który nazywa pani totalitaryzmem klasy średniej, nie został wprowadzony siłą. Powstał w wolnym społeczeństwie i najwyraźniej odpowiada gustom większości.
My z tym walczymy. Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że indyjska klasa średnia jest na najlepszej drodze, by wszystko stratować i zmienić kraj w jedno wielkie centrum handlowe. Ale to się właśnie zmienia. Ludzie już tego nie chcą.

Kto w zachodnim świecie powinien powstać przeciwko sprzysiężeniu klasy średniej? U nas prawie każdy należy do klasy średniej.
Bo cała praca wykonywana jest w Indiach czy w Chinach.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj