Cios w Al-Kaidę
Aulaki zgładzony
Ostatniego dnia września pociski wystrzelone z amerykańskiego samolotu bezzałogowego wreszcie dosięgły Anwara Aulakiego, jednego z kandydatów na następcę Osamy ibn Ladena na czele Al-Kaidy.

Dwa lata Amerykanie polowali na swojego rodaka, imama, który stał za większością ostatnich prób zamachów terrorystycznych sygnowanych przez Al-Kaidę. Aulaki, obywatel amerykański i Jemeńczyk z pochodzenia, ukrywał się w Jemenie, skąd publikował w Internecie żarliwe kazania wzywające do walki z niewiernymi.

Internetowy kaznodzieja znalazł wielu zwolenników, zainspirował kilka spisków, m.in. próbę zdetonowania samochodu pułapki na Times Square w Nowym Jorku i dwóch wysadzenia samolotów. Aulaki wymieniał też e-maile z majorem US Army, który w Forcie Hood w Teksasie otworzył ogień do swoich kolegów. Po tamtej strzelaninie Barack Obama wpisał Aulakiego na listę osób, które wywiad  powinien aresztować lub zabić. Aulaki był pierwszym Amerykaninem na liście. Razem z nim zginął prawdopodobnie (to jeszcze informacja niepotwierdzona) Ibrahim Hassan Asiri, konstruktor bomb użytych w spiskach Aulakiego. W tym ładunków, które miały być użyte do zniszczenia samolotu lecącego do Detroit w grudniu 2009 r. oraz ukrytych w drukarkach komputerowych przewożonych na pokładzie samolotu cargo, który w zeszłym roku miał polecieć z Anglii do USA.

Ten rok jest decydujący w rozprawie z Al-Kaidą. Zgładzenie Aulakiego to cios w jej medialną ofensywę. Imam był gwiazdą serwisów społecznościowych, na które postawiła Al-Kaida. Czasy się zmieniły, ibn Laden od maja leży gdzieś na dnie Oceanu Indyjskiego, przez państwa arabskie przetoczyły się rewolucje, w których Al-Kaida nie odegrała żadnej roli. Jej obecny szef, mroczny egipski lekarz, Ajman Zawahiri jest terrorystą starej daty i jego agresywny styl nie trafia już do najmłodszego pokolenia ultrakonserwatywnych muzułmanów. Co innego bardziej wyważony Aulaki, wirtuoz pogadanek, które znajdowały odbiorców w całym muzułmańskim świecie.

Choć Al-Kaida pogrążona jest w największym kryzysie od momentu swojego powstania, z którego prawdopodobnie się już nie podniesie, idee, które popychają radykalnych muzułmanów do walki, nadal żyją. Choćby w Afganistanie okupowanym przez Zachód, gdzie natowska koalicja codziennie zabija braci w wierze. Zabijają ich między innymi drony, samoloty bezzałogowe, z powodzeniem używane do nalotów na kryjówki terrorystów w Afganistanie, Pakistanie i na Bliskim Wschodzie. Ale ich nieudane ataki (zbyt często zawodzi rozpoznanie), których ofiarami padają cywile, tylko wzmacniają muzułmański radykalizm. Już od dawna wiadomo, że tej wojny militarnie wgrać nie można.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj