Grzęzawisko na prerii - fotokast
Co się zmieniło w amerykańskich fabrykach mięsa od czasu, gdy sto lat temu Upton Sinclair opisał je w „Grzęzawisku”? Choć białych imigrantów z Europy zastąpili kolorowi, nadal łatwo tam stracić palce, a trudno zarobić.

Kiedy tata przychodził po pracy do domu, wspomina Analia Noriega, delikatna 27-latka, stale ostrzył noże. W soboty i niedziele czasem po dwie–trzy godziny. Ten dźwięk, odgłos ostrzy przesuwanych po osełce, to coś, co z dzieciństwa pamięta najlepiej. Potem zauważyła, że wszyscy, którzy pracują u Tysona, ostrzą w domu noże. Od dobrze naostrzonego noża zależy wszystko.

 

Południowe Kansas - fotokast, Piotr Małecki

 

Analia to zrozumiała, gdy sama pracowała przy oddzielaniu mięsa od kości. Robi się to trzema nożami, które szybko się tępią, więc trzeba je ciągle ostrzyć. Odkraja się kawałek, łapie go hakiem i kładzie na taśmie. Po obu stronach pracują inni, razem sześć osób. Na jedną krowę ma się minutę, dwie, i jeśli się spóźniasz, wtedy inni mają przestój, nadzorca odejmuje ci punkty i w końcu można wylecieć z roboty. Dlatego jest tak ważne, żeby noże były ostre.

Po siedmiu miesiącach Analia dostała artretyzmu i się zwolniła. Jej mąż Manuel wytrzymał trzy miesiące dłużej.

(Fragment arykułu Tomasza Zalewskiego z dzisiejszej Polityki).

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj