Pokojowy Nobel dla kobiet
Wojna nie ma w sobie nic z kobiety
Tegoroczna Pokojowa Nagroda Nobla powędrowała do rąk kobiet; dwóch Liberyjek Ellen Johnson-Sirleaf i Leymah Gbowee oraz Jemenki, Tawakkul Karman.

Laureatki uhonorowano za „walkę bez przemocy na rzecz bezpieczeństwa kobiet i pełnego udziału w procesie budowaniu pokoju". I choć brzmi to zawile, a laureatki nie są szerzej znane poza ich krajami to idea, za którą zostały nagrodzone jest znana i poruszana od lat. Już 11 lat temu Rada Bezpieczeństwa ONZ zawarła w swojej rezolucji zasadę „równego uczestnictwa i pełnego zaangażowania kobiet i mężczyzn we wszystkich działaniach związanych z utrzymywaniem i propagowaniem pokoju i bezpieczeństwa".

Tyle że teoria sobie, a praktyka sobie, i zasada ta rzadko kiedy jest przestrzegana. A tam, gdzie zapadają decyzję o zapobieganiu konfliktom i ich rozwiązywaniu, kobiet często nie ma w ogóle. To męskie grono postanawia, czy jeszcze łagodzić sytuację, czy raczej nie ma już na to szans, ani czasu i trzeba wysłać gdzieś wojska. A przecież wojna to nie tylko sprawa mężczyzn. Podczas walk ponad 70 proc. zabitych to ofiary cywilne - przeważnie kobiety i dzieci. Kobiety i dzieci coraz częściej biorą czynny udział w walkach na froncie, albo pracują jako personel medyczny. A te, którym uda się trzymać od wojny z daleka i tak padają jej ofiarą, często są gwałcone i zarażane np. wirusem HIV. One też, razem z dziećmi, stanowią największą grupę uchodźców. 

Ellen Johnson-Sirleaf stanęła na czele Liberii ponad pięć lat temu. Kraj był zniszczony zamachami stanu, dyktaturami i wojną domową, w której zginęło ponad 200 tys. z 3 mln Liberyjczyków. Ucierpiały m.in. dzieci, które musiały stać się żołnierzami. Kraj był w ruinie, a Johnson-Sirleaf często powtarza, że do tego doprowadziły wieloletnie rządy mężczyzn. Czy uda jej się podnieść Liberię, tak jak sobie założyła, to jeszcze się okaże. Ale walk na razie nie ma.  W 2006 r. została prezydentem m.in. dzięki działaniom Leymah Gbowee (drugiej z laureatek), której organizacja Masowy Ruch Kobiet Liberii na rzecz Pokoju poparła ją jednogłośnie. Wcześniej zmuszając autorytarnego prezydenta Charlesa Taylora do rozmów i pokojowego oddania władzy. Gbowee już jako nastolatka opiekowała się ofiarami wojny domowej i byłymi dziećmi-żołnierzami. Trzecia z nagrodzonych, Tawakkul Karman, mieszka i pracuje jako dziennikarka w Sanie. Od lat broni wolności słowa, działa na rzecz uwolnienia demonstrantów z aresztów i interweniuje w sprawie pokrzywdzonych przez władze mieszkańców wiosek.

Każda z nagrodzonych kobiet widziała ile zniszczeń i tragedii niesie wojna, dlatego chcą jej zapobiegać i wolą nie zostawiać tego tylko w rękach mężczyzn.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj