Dyplomacja bezsilna wobec Syrii
Ruchy pozorowane
Oświadczenia czołowych europejskich i arabskich polityków stwarzają wrażenie, że pętla międzynarodowych sankcji zaciska się wokół reżimu Baszara Asada.

Turcja udziela azylu dezerterom z armii syryjskiej, brytyjski minister spraw zagranicznych William Hague zaprosił na rozmowy w Londynie liderów syryjskiej opozycji, Francja odwołała swojego ambasadora z Damaszku, szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton organizuje 1 grudnia konferencję poświęconą wewnętrznej sytuacji w Syrii (wykluczonej niedawno z Ligi Arabskiej), jordański król Abdullah II domaga się abdykacji Asada, a prezydent Libanu Michel Sulejman telefonował w ostatni weekend do saudyjskiego monarchy prosząc: „niech Wasza Wysokość zrobi coś w tej sprawie, bo ludzie giną; jest już trzy i pół tysiąca ofiar”...

Gdyby istniał polityczny totalizator, nie postawiłbym grosza na sukces tej zmasowanej kampanii dyplomatycznej, która wydaje się być mało skutecznym zbiorem ruchów pozorowanych. Przez ponad trzy dziesięciolecia dyktatura rodziny Asadów nie przeszkadzała ani Europie ani Ameryce, a wymordowanie 20 tys. cywilnych islamskich radykałów w 1982 r. w mieście Hama nie poruszyło sumienia świata. Teraz, w atmosferze arabskiej wiosny, milczenie nie jest w modzie. Ponieważ jednak niemal nikt z zewnątrz nie ma żywotnego interesu w obaleniu rządów Asada, można się spodziewać, że wszystkie dyplomatyczne interwencje skończą się na czczym gadaniu. W warunkach polityki realnej działają tylko te państwa, dla których alawicki rząd Asada stanowi istotny filar ich obecności w tej części naszego globu.

Władze irańskie opublikowały komunikat, iż nie zamierzają nawiązywać jakichkolwiek kontaktów z rebeliantami. Zwycięstwo syryjskiej islamskiej opozycji oznaczałoby zwycięstwo znienawidzonych sunitów, odcięło Teheran od dostępu do Morza Śródziemnego i od bezpośredniego kontaktu z szyickim Hezbollahem w Libanie, osłabiając wspólny front przeciw Izraelowi. Rosja posunęła się o krok dalej: w ostatni piątek jednostki rosyjskiej marynarki wojennej zarzuciły kotwice w syryjskich wodach terytorialnych. Przekaz jest wyraźny: nie dopuścimy do zewnętrznej interwencji zbrojnej. Rosja, obok Chin, jest mocarstwem profitującym bezpośrednio z irańskiego wyścigu do broni nuklearnej.

Baszar Asad może więc spać spokojnie. Zwłaszcza iż nie wydaje się, aby duchy zamordowanych spędzały mu sen z powiek.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj