Pomysły na ratowanie strefy euro
Niemcy, odwagi!
Kryzys strefy euro dotarł do serca unii walutowej: podczas aukcji 10-letnich obligacji niemieckich zabrakło kupujących na dwie trzecie oferowanej transzy, mimo że dług rządu w Berlinie uchodzi za najbezpieczniejszy w strefie euro.

Inwestorzy najwyraźniej tracą wiarę w przyszłość strefy. Już nie tylko żądają coraz wyższych odsetek od zadłużonych członków unii walutowej, ale zaczynają karać także tych gospodarnych, którzy w ostatnich miesiącach cieszyli się coraz niższymi kosztami obsługi swoich długów. Czas na rozwiązanie kryzysu strefy euro gwałtownie się kurczy, a inwestorzy nie wierzą już, by Włochom czy Hiszpanii mogły pomóc kolejne rundy cięć i reform. Poświęceń żądają tym razem od krajów gospodarnych, a piętnują w szczególności Niemcy, bo to one hamują dziś akcję ratowania unii walutowej.

Na stole leżą dwa rozwiązania. Pierwsze, o które od tygodni apelują ekonomiści, to nieograniczony wykup obligacji Włoch i Hiszpanii przez Europejski Bank Centralny. EBC miałby zostać pożyczkodawcą ostatniej instancji dla rządów strefy euro, a skupując długi, sprowadziłby koszt ich obsługi do poziomu, który byłby do udźwignięcia dla rządów Włoch i Hiszpanii. Takiej polityce, którą stosują już Rezerwa Federalna i Bank Anglii, kategorycznie sprzeciwia się jednak niemiecki Bundesbank – boi się z jednej strony skoku inflacji wskutek druku pieniądza na wielką skalę, z drugiej podważenia wiarygodności wspólnej waluty.

Drugie rozwiązanie, które w ubiegłym tygodniu przedstawiła ponownie Komisja Europejska, to połączenie narodowych długów publicznych i emisja wspólnych euroobligacji. To wyjście odrzuca z kolei Angela Merkel – euroobligacje pozwoliłyby wprawdzie pożyczać taniej Włochom i Hiszpanii, ale Niemcy musiałyby pożyczać drożej. Co ważniejsze, powstałaby de facto unia budżetowa, w której niemieckie podatki finansowałyby hiszpańskie emerytury i włoskie zasiłki. Sama kanclerz, nawet gdyby chciała, nie może przyjąć takiego zobowiązania bez zgody Bundestagu.

W obu sprawach Niemcy mają swoje racje, ale ich podwójne weto popycha strefę euro na skraj przepaści. A nadciągająca recesja niesie groźbę niewypłacalności kolejnych państw. Strefa euro nie jest na to przygotowana, więc kataklizm finansowy w Europie może sięgnąć od Azji po Amerykę. Już teraz obawy przed recesją powodują ewakuację kapitału z Europy Środkowej do strefy euro, co jest bezpośrednią przyczyną kłopotów Węgier i osłabienia złotego. Skutki rozpadu unii walutowej byłyby dla Polski dramatyczne.

Cała nadzieja w tym, że Niemcy odważą się na krok w stronę głębszej integracji gospodarczej, niestety w węższym gronie. Polska nie ma powodów do obaw, bo przetrwanie strefy euro leży w jej interesie, poza tym jako kraj gospodarny ma wszelkie dane po temu, by do tej bardziej zjednoczonej Europy dołączyć. Dla Niemiec koszt upadku wspólnej waluty byłby bez porównania wyższy niż cena jej ocalenia, a po dwóch latach kryzysu rynek jasno mówi, że strefa euro nie może przetrwać w obecnym kształcie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj