Rozmowa z prezydentem Afganistanu Hamidem Karzajem
Zostańcie tu na zawsze!
Prezydent Afganistanu Hamid Karzaj chciałby widzieć siły NATO w swoim kraju na stałe. Krytykuje jednak operacje amerykańskich komandosów i wyprasza sobie pouczanie ze strony Zachodu.
Hamid Karzaj - prezydent Afganistanu.
Secretary of Defense/Flickr CC by 2.0

Hamid Karzaj - prezydent Afganistanu.

Artykuł pochodzi z 1 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 2 stycznia 2012 r.
Polityka

Artykuł pochodzi z 1 numeru tygodnika FORUM, w kioskach od 2 stycznia 2012 r.

Der Spiegel: Panie prezydencie, spotkał się pan w Bonn z przedstawicielami społeczności międzynarodowej , by rozmawiać o przyszłości Afganistanu. Takie spotkania w przyszłości powinny właściwie odbywać się zawsze w Kabulu. Czy pańska stolica nie jest wystarczająco bezpieczna?
Hamid Karzaj: Nie w tym rzecz. Obchodzimy właśnie dziesiątą rocznicę pierwszej konferencji po klęsce talibów – konferencji, jaka odbyła się w Bonn w roku 2001. Taki jubileusz musimy po prostu obchodzić w tym samym miejscu.

Bezpieczeństwo w Afganistanie w ostatnich miesiącach wcale się nie poprawiło, czego dowodzi zamordowanie wielu przedstawicieli władz, gubernatorów, a we wrześniu 2011 roku– byłego prezydenta Burhanuddina Rabbaniego.
Od czasu tamtej pierwszej konferencji w Bonn osiągnęliśmy wiele, chociaż rzadko można o tym przeczytać w gazetach. Nie udało nam się jednak niestety zapewnić wszystkim Afgańczykom bezpieczeństwa i stabilności. To jest nasze wielkie niepowodzenie. Mam nadzieję, że następne dziesięć lat pozwoli nam nadrobić to niedociągnięcie.

Jednak mimo tej trudnej sytuacji w dziedzinie bezpieczeństwa na Zachodzie mówi się głównie o terminowym wycofaniu sił międzynarodowych. Czy nie niepokoi to pana?
Nie ma powodu kwestionować tego terminu, uzgadnialiśmy go z zainteresowanymi państwami. Od końca 2014 roku my, Afgańczycy, chcemy przejąć zadania związane z zapewnieniem bezpieczeństwa we własne ręce. Od tej chwili to my będziemy odpowiedzialni za bezpieczny i stabilny Afganistan. A Zachód może nam w tym dopomóc.

Czego pan oczekuje?
Nie będę prosił o pieniądze. Jednak tu w Afganistanie mamy wspólne zadanie. Siły Stanów Zjednoczonych i innych państw członkowskich NATO nie przybyły tu przecież dlatego, że chciały Afgańczykom pomóc. Zachód chciał się chronić przed międzynarodowym terroryzmem spod znaku al Kaidy. My, Afgańczycy, od 2014 roku bardziej niż kiedykolwiek będziemy stali w tym boju na pierwszej linii frontu. Aby toczyć tę walkę dalej, również w interesie całego świata, potrzebujemy pewności, że w dalszym ciągu będziemy mogli liczyć na wsparcie. Jeśli bowiem tę walkę przegramy, wszystkim nam będzie groził powrót do sytuacji sprzed 11 września 2001.

A jak to wsparcie miałoby konkretnie wyglądać?
Afganistan będzie z pewnością potrzebował pomocy jeszcze przez następne 10 lat, czyli do 2024 roku. Ale zamiast dziesiątków tysięcy żołnierzy, którzy tu obecnie stacjonują, będziemy od 2014 roku potrzebowali szkolenia dla naszych własnych sił, wyposażenia dla armii i policji, oraz pomocy w tworzeniu instytucji państwowych. Nazywam to dywidendą, jaka będzie się nam należała po przekazaniu Afgańczykom zadań, wypełnianych dotąd przez żołnierzy ISAF. Dla wszystkich krajów, zaangażowanych tutaj, wypadnie to i tak taniej, niż udział w misji ISAF ich własnych żołnierzy. Stany Zjednoczone na przykład wydają obecnie na swoje wojska w Afganistanie około 120 miliardów dolarów rocznie. Jeśli zredukują liczebność tych wojsk do ok. 20 tysięcy, zaoszczędzą prawdopodobnie ok. 100 miliardów. A pięć procent od tej sumy, czyli 5 miliardów dolarów, nam całkowicie wystarczy. W ten sposób USA i inne państwa zaoszczędzą masę pieniędzy.

Istnieją jednak poważne wątpliwości co do tego, czy armia afgańska podoła temu zadaniu. Wielu obserwatorów obawia się, że po wycofaniu sił ISAF w Afganistanie wybuchnie nowa wojna domowa. Pan nie ma takich obaw?
Znam te obawy, ale ich nie podzielam. Siły afgańskie są już na dobrej drodze. Amerykanie zamierzają zresztą w ramach strategicznego partnerstwa zostawić w Afganistanie kilka tysięcy żołnierzy i nas wspierać. Serdecznie zapraszamy również armię niemiecką, która Afgańczycy cenią najbardziej ze wszystkich sił państw reprezentowanych w ISAF, aby nam pomagała także po 2014 roku. Gdyby to od nas zależało, Bundeswehra mogłaby tu zostać na zawsze – ale to już zależy od waszej decyzji.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj