Białoruś wyrzuca ambasadorów
Front otwarty
Wojna na linii Mińsk – Warszawa i Bruksela trwa od dawna i wyrzucenie z Białorusi polskiego ambasadora i przedstawicielki UE to kolejna jej odsłona.

Gwałtowna, bo wyrzucenie z kraju ambasadorów i obniżenie stosunków dyplomatycznych jest gestem spektakularnym w dzisiejszej Europie i obliczonym na wywołanie wstrząsu. Powinna to być przecież Europa dobrych sąsiadów, przyjaznych stosunków i uczciwych interesów ekonomicznych. Ale to przecież nie pierwszy raz w okresie prezydentury Aleksandra Łukaszenki polski ambasador jest wyrzucany z Mińska, można nawet powiedzieć, że rzadkie były okresy gdy polska placówka dyplomatyczna pracowała w pełnej obsadzie. Wyjeżdżali też inni ambasadorowie, choćby po słynnej sprawie osiedla Drozdy, skąd kazał się wynosić europejskim dyplomatom białoruski prezydent. Łukaszenka lubi pokazywać, że jest silnym przywódcą, ta demonstracja siły jest na użytek wewnętrzny, białoruskiego społeczeństwa.

Tym razem jest jednak bardziej poważny powód: Bruksela objęła sankcjami wizowymi kolejnych białoruskich urzędników, 19 sędziów i 2 milicjantów. Na unijnej liście jest już grubo ponad 200 urzędników reżimu Białorusi, którym zabroniono wstępu na obszar UE i zamrożono aktywa zagraniczne niektórych zagranicznych firm. Bruksela twardo domaga się od Białorusi zwolnienia wszystkich więźniów politycznych, demokratyzacji życia politycznego i przestrzegania praw człowieka. Sankcje są równie spektakularnym gestem, choć może w przypadku Białorusi nie zupełnie skutecznym. Za plecami jest Rosja, mająca interes w tym, by wyciągnąć rękę i Chiny, gotowe służyć kredytem. Może Unia, podobnie zresztą jak Warszawa, powinna mieć przemyślaną, długoterminową strategię w stosunku do Białorusi. Bruksela bardzo w „kwestii białoruskiej” polega na opinii polskich dyplomatów i polityków, którzy za sankcjami optowali. Zapewne dlatego retorsje spotkały właśnie naszego ambasadora Leszka Szerepkę, który kierował placówką w Mińsku zaledwie od roku.

Z całej tej sprawy warto wyciągnąć nauczkę: w kwestii sankcji wobec białoruskich urzędników i osób z otoczenia prezydenta, zarabiających dzięki współpracy z reżimem Unia nie zademonstrowała jednomyślności. Wiadomo, że Słowenia sprzeciwiała się objęciu nimi jednego z białoruskich oligarchów, bliskiego prezydentowi prezesa klubu Dynamo Mińsk Jurija Czyża, tylko dlatego, że obawiała się utraty lukratywnego kontraktu, jaki podpisała niedawno z jego firmą. Partykularne interesy przeważyły, Czyża sankcjami nie objęto. Czy dla Łukaszaenki nie był to sygnał pewnej słabości w unijnych szeregach? Zapewne tak, dlatego uderzył wybiórczo, w polskiego ambasadora obok przedstawicielki Unii. Trochę zabrzmiało to jak wyzwanie: czy ambasadorzy pozostałych państw Unii w geście solidarności również wyjadą z Mińska?

Teraz, przed wyborami w Rosji Łukaszenka czuje się silniejszy, przeciwko unijnym sankcjom gospodarczym wypowiedział się także prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew i to we wspólnym z Łukaszenką oświadczeniu. Ciekawe skądinąd czy decyzja o wydaleniu ambasadorów byla również konsultowana z Moskwą.

Tymczasem szefowa unijnej dyplomacji Catherine Ashton wezwała do wyjazdu z Białorusi ambasadorów wszystkich państw Unii. Będzie to ważny test solidarności.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj