Esej: nie czekajmy na alternatywną utopię
Koniec ideologii
Obecny kryzys jest chyba pierwszym, który nie stworzy żadnej alternatywnej utopii. Żadnego nowego Lenina, który wskaże porywające rozwiązanie.
Marsz Niepodległości w Warszawie.
Darek Redos/REPORTER/EAST NEWS

Marsz Niepodległości w Warszawie.

Oburzeni nie potrafią stworzyć opowieści o tym, jak po obaleniu ancien régime’u powinna wyglądać nowa gospodarka, nowe społeczeństwo i nowy człowiek. Każda z podsuwanych terapii jest cząstkowa, żadna nie budzi zaufania na tyle, by postawić wszystko na jedną kartę.

Po 1917 r. w Rosji magiczne zawołanie brzmiało: cała władza w ręce rad i jednej partii, wszystko nacjonalizować. W 1932 r. w USA – wprowadźmy Nowy Ład: więcej państwa, więcej zamówień publicznych. W 1933 r. w Niemczech podobnie, tylko z wojennym celem – odebrać wrogom i rozdać swoim, zbrojenia nakręcą gospodarkę, a podboje zwrócą ich koszty. Jedna Rzesza, jeden Naród, jeden Wódz… Po 1945 r. także łatwo było o mantrę nowej wiary. Na Wschodzie: upaństwawiać, budować przemysł ciężki, wprowadzać centralne sterowanie; ty jesteś niczym, partia wszystkim. Na Zachodzie: korzystaj z pomocy, by sobie pomóc, łącz się we wspólnoty z dawnym wrogiem i wprowadzaj społeczną gospodarkę rynkową; dbaj o pluralizm i wolny rynek, ale pod kontrolą; wprowadzaj wysokie podatki, byś wysokimi świadczeniami socjalnymi utrzymywał społeczeństwo w równowadze.

To ten wzorzec myślenia dowiódł w Europie swej skuteczności, gwarantował dobrobyt i pluralistyczne swobody, z których korzystały wszystkie ideologie wywodzące się z tradycji XIX w.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną