Grecja uratowana przed niekontrolowanym bankructwem
Darowane długi
Grecja zdołała przekonać większość wierzycieli, aby dobrowolnie zrzekli się ponad połowy zobowiązań. Garstka opornych zostanie do tego zapewne zmuszona.

To były znów nerwowe dni. Codziennie światowe giełdy niecierpliwie wyczekiwały nieoficjalnych sygnałów z Aten, dotyczących zainteresowania wierzycieli ugodą z Grecją. Ugodą polegającą tak naprawdę na rezygnacji z ponad połowy pieniędzy pożyczonych temu państwu oraz zamianie części dotychczasowych obligacji na nowe papiery, które Grecy wykupią dopiero za trzydzieści lat. Na początku wydawało się, że będzie problem z osiągnięciem granicy 75 proc. Prywatni posiadacze aż takiej wartości wszystkich greckich obligacji musieli się zgłosić do Aten, aby cały proces mógł ruszyć. Gdyby do tego nie doszło, drugi grecki pakiet ratunkowy o wartości 130 mld euro, niedawno przecież uzgodniony, można by wyrzucić do kosza.

Jego nieodłącznym elementem było bowiem częściowe oddłużenie Grecji. Optymiści twierdzą, że tylko wtedy kraj za kilka lat stanie na nogi i będzie mógł znów pożyczać na rynku pieniądze. Pesymiści przekonują, że te wszystkie zabiegi i tak nie wystarczą, skoro Grecja pogrążona jest w ciężkiej recesji, znaków poprawy prawie nie widać, a dług publiczny nawet po ugodzie będzie wynosił aż 120 proc. PKB (teraz sięga już 160 proc. PKB).

Jednak dzisiaj wszyscy oddychają z ulgą, bo ponad 85 proc. posiadaczy greckich obligacji z sektora prywatnego wyraziło chęć uczestniczenia w restrukturyzacji długu. Pełnego sukcesu jednak nie ma. Grecy chcą wykorzystać specjalną klauzulę, która w tej chwili umożliwia zmuszenie również większości opornych wierzycieli do zaakceptowania ugody. I tu pojawia się istotny problem.

Do tej pory Grecja nie została przez agencje ratingowe zaklasyfikowana jako typowy bankrut. Dzięki temu nie trzeba było wypłacać ubezpieczeń tym wszystkim, którzy kiedyś zawarli specjalne kontrakty na wypadek upadłości Grecji. Jednak teraz może okazać się to konieczne, skoro niektórzy wierzycieli mają być formalnie zmuszeni do rezygnacji z części zobowiązań. Kłopot w tym, że takie ubezpieczenia (znane jako CDS) zawierali nie tylko rzeczywiście posiadający greckie papiery, ale też mnóstwo funduszy inwestycyjnych, na zasadzie czystej spekulacji. Jeśli teraz trzeba je będzie wszystkie naraz zrealizować, możemy mieć znowu sporo chaosu na światowych rynkach.

Oddłużenie Grecji jest bez wątpienia sukcesem europejskich polityków, którzy w pewnym momencie przestali się bać reakcji rynków i postanowili odważnie powiedzieć rzecz bardzo ważną – to wielkie banki i ubezpieczyciele popełniły fatalny błąd, pożyczając przez lata Grekom pieniądze na zdecydowanie zbyt korzystnych warunkach. A Ateny z tego skwapliwie korzystały, ciesząc się z oprocentowania obligacji, o jakim przez lata mogły tylko pomarzyć. Teraz przychodzi czas kary dla tych, którzy źle oszacowali biznesowe ryzyko. Ich straty w sumie przekroczą nawet 70 proc., ale może chociaż nauczą w przyszłości lepiej gospodarować pieniędzmi. Greckie oddłużenie nie doprowadzi europejskiego sektora bankowego do ruiny, ale jest dla niego bolesną lekcją. Lekcją, na którą niestety zasłużył.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj