Wizyta Benedykta XVI na Kubie
Papież w krainie czarów
Byłoby więcej niż zaskakujące, gdyby Benedyktowi XVI udało się coś, co nie udało się 11 prezydentom USA, batalionom polityków, intelektualistów, działaczy, pisarzy i jednemu papieżowi przed nim.

Jest dobra anegdota o agentach CIA, którzy w czasach zimnej wojny raportowali z Hawany tak: „Panie prezydencie, nie ma tu bezrobocia, ale nikt nie pracuje. Nikt nie pracuje, ale zgodnie ze statystykami dotrzymywane są wszystkie plany produkcyjne. Dotrzymywane są wszystkie plany produkcyjne, ale nie ma nic w sklepach. Nie ma nic w sklepach, ale wszyscy jedzą. Wszyscy jedzą, ale cały czas narzekają, że nie ma nic do jedzenia. Wszyscy cały czas się skarżą, że nie ma nic do jedzenia, ale idą na plac Rewolucji wiwatować na cześć Fidela. Panie prezydencie, mamy wszystkie dane i żadnej konkluzji”.

Niby całe społeczeństwo jest przeciwko rządowi, reżim tłumi wolności obywatelskie, choć nawet najzacieklejsi wrogowie powinni przyznać po szklance zimnej wody, że nie jest to dyktatura krwawa ani specjalnie represyjna (w porywach kilkudziesięciu więźniów politycznych); Kościół jest przeciw, emigracja w Miami pomstuje, USA blokują i pouczają, Europa naciska, gospodarka ledwo zipie, dysydenci konspirują... i nic. Castryzm trwa, a wedle zasłyszanego żartu „wciąż nie ma dowodów na to, że Fidel jest istotą śmiertelną”. Wizyta Benedykta XVI też nie obali reżimu braci Castro.

Lewicowa fala w Ameryce Łacińskiej nie ożywiła rewolucyjnego ducha w Hawanie, ale zdjęła z Kuby odium epoki zimnej wojny. Wyspa przestała się jawić jako poradziecki skansen w tropikach, a stała się po prostu podupadłą starszą siostrą, której należy się pomoc za przeszłe zasługi we wspieraniu walki z antykomunistycznymi reżimami wojskowymi. Arabska wiosna też nie zasiała na Kubie żadnego fermentu – zostają już chyba tylko czary.

Byłoby więcej niż zaskakujące, gdyby Benedyktowi XVI udało się coś, co nie udało się 11 prezydentom USA, batalionom polityków, intelektualistów, działaczy, pisarzy i jednemu papieżowi przed nim. Nawet jeśli takie są, przynajmniej według sekretarza stanu Stolicy Apostolskiej, jego aspiracje: „pomóc demokracji na wyspie”.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj