Wybory parlamentarne w Birmie
Ciotka Suu w parlamencie
W Birmie czekali na to od 1990 r. Wtedy wojsko zdeptało wyborcze zwycięstwo demokratycznej partii NLD i zaczęła się dyktatura. Przywódczyni NLD Aung San Suu Kyi nie dane było cieszyć się zwycięstwem. Przeciwnie, jej życie polityczne i prywatne okazało się na długie lata koszmarem.

Ale dziś „Cioteczka” Suu, jak ją pieszczotliwie nazywają sympatycy, świętują dobre wieści. W uzupełniających wyborach do parlamentu Suu Kyi zdobyła mandat poselski. Fantastyczne. Ale jeszcze nie przełomowe.

Aung San Suu Kyi ma dziś 66 lat. Jeśli polityczna odwilż w Birmie się utrzyma, będzie odgrywała kluczową rolę. Ale czy się utrzyma? Do demokracji w Birmie jeszcze daleko. Wojskowi wciąż mogą się cofnąć z nowej drogi. W obozie rządzącym ścierają się frakcje, nie wszyscy więźniowie polityczni są zwolnieni, obecne prawo pozwala wsadzić do pudła tych już zwolnionych.

Suu Kyi podjęła jednak grę. Choć nie wiadomo, w jakiej będzie formie za trzy lata (podczas kampanii wyborczej chorowała), ani jak sobie poradzi w parlamencie zdominowanym przez partię założoną przez wojskowych.

Sprawdzianem dla reżimu i dla opozycji będą pełne wybory parlamentarne zapowiadane na 2015 r.  „Ciotka” stąpa po grząskim gruncie. I całkiem jak u nas w 1989 r. już zaczyna się dyskusja, czy aby nie dała się zmanipulować wojskowym do ich własnych celów. Czy nie będzie kwiatkiem do splamionych łamaniem praw człowieka mundurów birmańskiej junty przebranej za cywilnych demokratów.

Takie spekulacje zapewne pozycji Suu Kyi nie wzmacniają, a przecież opozycja powinna teraz ją z całych sił wspierać. I to w Birmie prędzej niż w arabskiej Afryce Północnej mogłaby się do czegoś przydać lekcja polskiego przejścia do demokracji.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj