Sikorski o celach polskiej polityki zagranicznej
Polski Sarkozy
Słuchając exposé Radosława Sikorskiego, można było uwierzyć, że Polska wyrasta na małe mocarstwo w Europie: koniunktura polityczna nadal dobra, Niemcy naszym najważniejszym partnerem, pasmo sukcesów w Unii, coraz mocniejsza pozycja na Wschodzie.

Szef dyplomacji nie ograniczył się do autopromocji – w godzinnym wystąpieniu zmieścił też wykład o suwerenności i wizję federalnej Europy. Były cytaty z Valéry’ego, Havla, Kołakowskiego, Hume’a, Jana Pawła II, św. Jana, Wittgensteina i oczywiście samego Sikorskiego.

Zabrakło tylko odwołań do Nicolasa Sarkozy’ego. Prezydent Francji nie jest idolem polskiego ministra, wręcz przeciwnie, ale podobieństwa między oboma politykami są uderzające: obaj są hiperaktywni, przy czym mnogość inicjatyw przynosi skromne rezultaty. Są zawodowcami, ale gubi ich impulsywność. Potrafią ująć galanterią, ale też zaskoczyć grubiaństwem. Umieją kreślić polityczne wizje, ale też przedstawiać wspólne osiągnięcia jako własne. Słyną z ostrych wypowiedzi o innych, choć sami alergicznie reagują na krytykę.

Ministrowi nie sposób odmówić pracowitości. Odbudował resort po rządach Anny Fotygi, zmodernizował też samą politykę zagraniczną w stosunku do czasów Bronisława Geremka. Sikorski jest wszechobecny, ale siła Polski nie rośnie proporcjonalnie do jego aktywności, gdyż ogranicza ją wiele czynników całkowicie poza naszą kontrolą. Mimo to wiara ministra we własne wpływy nie zna granic – w Sejmie sugerował, że po jego „mowie berlińskiej” Niemcy pozwoliły EBC ratować banki i wybrały Joachima Gaucka na prezydenta.

Jak Sarkozy, Sikorski miewa chwile świetności – jak owo przemówienie w Berlinie, którym ocalił sprawną, ale do tamtej chwili niemą prezydencję Polski w Unii. Ale zaraz potem robi coś, po czym opadają ręce – wystarczy wspomnieć niedawną interwencję w berlińskim hotelu Adlon z powodu braku polskich kanałów w telewizorze. Skarga może i słuszna, ale gdy minister smaży w tej sprawie pismo i chwali się tym tym na Twitterze, można pomyśleć, że tak rozumie dyplomację. A to byłoby nieporozumienie.

Byłoby lepiej, gdyby chwalenie własnej polityki minister pozostawił innym, a sam powiedział, co będzie miarą jej sukcesu w nadchodzących miesiącach. Jak mówił sam Sikorski, „potrzebujemy chłodnej oceny naszego potencjału i możliwości oddziaływania”. W exposé jej nie było, a jeśli Polsce powinie się noga – np. otrzyma znacząco mniej funduszy z budżetu Unii na lata 2014–20 – propaganda sukcesu zemści się na jej autorze. Sarkozy też roztaczał efektowne wizje, których nie potrafił zrealizować. Dziś płaci za to wysoką cenę.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj