Syria: Obserwatorzy są, krew się leje
Mission impossible?
Mimo obecności obserwatorów ONZ w Syrii, wciąż giną tu ludzie.

Sześciopunktowy plan Kofiego Annana, zakładający przede wszystkim zawieszenie broni, jest przestrzegany. Prezydent Asad wycofuje czołgi z Homsu, Idlib, Daraa i innych miast, wpuszcza do Syrii zagranicznych dziennikarzy. Zawieszenia broni przestrzega też Wolna Syryjska Armia, a jej polityczni zwierzchnicy siadają do stołu z prezydentem i ustalają, jak mają wyglądać przemiany w Syrii.

Tak mogłoby to wyglądać, ale nie wygląda. W Syrii wciąż leje się krew.

Widać, że obie strony konfliktu w Syrii nie palą się do przestrzegania postanowień planu Annana. Asad nie myśli o oddaniu władzy i nie zamierza choćby na krok ustąpić opozycji. Plan specjalnego wysłannika ONZ dla Syrii zakładał m. in. wycofanie ciężkiego sprzętu z syryjskich ulic. Co na to Asad? Najpierw zażądał pisemnych gwarancji od opozycji, że „terroryści”, czyli jak nazywa rekrutów WSA, sami się rozbroją (co oczywiście było nierealne), a następnie bez skrupułów świadomie złamał punkt porozumienia zakładający wycofanie czołgów.

ONZ przynajmniej na razie przymyka oczy na poczynania syryjskich władz (według opozycji tylko we wtorek zginęło 77 osób). Prawda jest jednak taka, że wysłani do Syrii specjalni obserwatorzy, którzy powinni monitorować przestrzeganie planu Annana, nie mają żadnych instrumentów, które mogłyby zmusić którąkolwiek ze stron, by dotrzymały jego warunków.

Jeśli obecna misja się nie powiedzie, trudno wyobrazić sobie, by powiodła się jakakolwiek inna dyplomatyczna próba rozwiązania tego konfliktu. Porażka misji Annana i obserwatorów byłaby złym scenariuszem dla Syrii, choć szanse na jej powodzenie dziś nie wydają się być wysokie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj