Trybunał wypowie się ws. ESM
Niemcy pod ścianą
ESM – te trzy litery miały ocalić strefę euro. Europejski Mechanizm Stabilizacyjny, stały fundusz ratunkowy wart 500 mld euro, miał odstraszyć spekulantów od gry pod rozpad unii walutowej, a w razie kłopotów wypłacać pożyczki potrzebującym krajom.

Jako pierwszej Hiszpanii, która czeka na obiecane 100 mld euro dla jej słabnących banków. Ale z ESM pieniędzy nie dostanie, bo uruchomienie funduszu stoi pod znakiem zapytania – niemiecki trybunał konstytucyjny postanowił gruntownie zbadać, czy ustawa o przystąpieniu do ESM jest zgodna z niemiecką konstytucją. A to może potrwać nawet trzy miesiące i nie ma wcale pewności, że wyrok będzie pozytywny.

Hiszpania dostanie pieniądze z tymczasowego funduszu EFSF, ale kłopoty z ESM pokazują, że polityka antykryzysowa doszła do ściany. W Niemczech tą ścianą jest konstytucja, która nie pozwala delegować suwerenności bez wyraźnej zgody obywateli – w tym wypadku suwerenności budżetowej, nowy fundusz oznacza bowiem dla Niemiec nieograniczone zobowiązanie do łożenia na inne kraje, a zgoda Bundestagu nie będzie zawsze wymagalna. Tak przynajmniej argumentują strony, które złożyły skargi na ESM. Trybunał, który badał już wcześniejsze pakiety ratunkowe, ale nie blokował ich wejścia w życie, tym razem zatrzymał ratyfikację. Przeciwnicy ESM są zachwyceni.

Trybunał to ostatnia nadzieja Niemców, którzy boją się o swoje pieniądze. A tych jest coraz więcej – już nie tylko dyżurni eurosceptycy, ale profesorowie ekonomii i zwykli podatnicy burzą się przeciwko rosnącym nakładom na ratowanie strefy euro. Wprawdzie rząd wyłożył dotychczas tylko 15 mld euro żywej gotówki, a ESM będzie kosztować na razie 22 mld, ale łączne gwarancje, jakie dała Republika Federalna, sięgną już 495 mld euro, czyli prawie dwukrotności jej rocznego budżetu. Co, jeśli te pieniądze trzeba będzie kiedyś rzeczywiście wyłożyć? Niepokój Niemców jest tym większy, że ekonomiści już teraz wzywają do podwojenia zasobów ESM, a z umowy ws. funduszu trudno będzie się wycofać.

Sędziowie najpewniej ją zaakceptują, ale to ostatni wielbłąd, jaki przejdzie przez ucho igielne niemieckiej konstytucji. Kolejne pomysły na ratowanie strefy euro, np. euroobligacje, będą już wymagać referendum. Politycy w Berlinie mówią o nim coraz głośniej, ale po cichu dodają, że ich wyborcy nigdy nie zgodzą się na spłacanie długów Greków czy Hiszpanów. Dziś to łatwa wymówka, by nie stawiać Niemcom podobnych oczekiwań, ale kryzys prędzej czy później przymusi ich do referendum. A wówczas ci sami politycy będą musieli przekonać swoich wyborców, że przyszłość całej Europy jest warta więcej niż ich własny dobrobyt. Co wybraliby Państwo na miejscu Niemców?

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj