Strzelanina na premierze "Mrocznego Rycerza"
Klątwa Batmana
Szaleniec w przebraniu zamordował w amerykańskim kinie co najmniej 14 osób. Mroczny Rycerz się nie pojawił.

Trudno powiedzieć, kto zmaterializował się w kinie pod Denver w postaci strzelającego do tłumu człowieka. Może okrutny Joker, może atakujący ofiary halucynogennym gazem (prawdziwy zbrodniarz rozpylił ponoć gaz łzawiący) Strach na Wróble, a może po prostu Bane – główny czarny charakter nowego odcinka filmowej serii o Batmanie, który miał tam swoją premierę. Trudno też ocenić, o co dokładnie chodziło – najpewniej jednak o wcielenie w życie jakiegoś scenariusza opowieści o świecie pełnym przemocy, w którym policja nie jest w stanie obronić ludzi i pojawia się działający niezależnie od niej, wytrenowany i dobrze wyposażony człowiek-nietoperz. Może chodziło to, żeby go wywołać? Zresztą z relacji uczestników tragicznego seansu wynika, że początkowo wzięli zabójcę za jakąś dodatkową atrakcję premiery – co też przypomina scenariusz jednego z „Batmanów”, w którym grupa złoczyńców wchodzi z bronią na przyjęcie, oznajmiając, że są „atrakcją wieczoru”. Ale Batman nie przyszedł.

Seria komiksów o Batmanie zawsze wydawała się najbardziej realistyczna spośród historii o superbohaterach - prezentowała człowieka z krwi i kości, który nie wykorzystuje zdolności nadprzyrodzonych ani magicznych sztuczek. Ale jednocześnie od początku był w niej element szaleństwa w sposobie przedstawiania zdegenerowanej przestępczości w Ameryce – wątek obecny był już przed wojną, gdy „Batman” powstawał, a mocniej wyeksponowany przez późniejsze, bardziej głębokie i dojrzałe, ale tez mroczne komiksy Franka Millera. To z nich czerpie inspirację najnowsza trylogia Christophera Nolana, rozpoczęta siedem lat temu filmem „Batman: Początek”, a kontynuowana „Mrocznym Rycerzem” (2008) i pokazywanym dziś w Ameryce (polska premiera za tydzień) „Mroczny Rycerz powstaje” – świetnie przyjmowanymi zarówno przez publiczność, jak i krytykę.

Christopher Nolan nie ma jednak szczęścia. Cztery lata temu informacje o zakończeniu prac nad „Mrocznym rycerzem” – drugą częścią jego batmanowskiego cyklu – docierały do publiczności wraz z nekrologami Heatha Ledgera, który wcielił się w najbardziej demoniczną postać filmu – Jokera. Symbolizującego szaleńcze oblicze zbrodni psychopaty ucharakteryzowanego na klauna. Ledger zmarł tragicznie na skutek przedawkowania leków, niedługo po zakończeniu zdjęć. Oscara za fenomenalną rolę dostał pośmiertnie.

Zajścia, do których doszło na przedmieściach Denver, rzucą cień na światową premierę filmu „Mroczny Rycerz powstaje”. Przypomną przy okazji, jak mocno Ameryka jest związana z historiami o superbohaterach, których traktuje niczym własną mitologię. I jak bardzo potrzebuje Batmana i Supermana świat, w którym broń – jak w stanie Kolorado, miejscu zajść (choć oryginalni autorzy serii jako miejsce działań Batmana wyobrażali sobie raczej Nowy Jork) – jest powszechnie dostępna. No i jeszcze słowa Jokera z poprzedniego filmu Nolana: „Szaleństwo jest jak grawitacja. Czasem wystarczy lekko pchnąć”.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj