Jak nie stracić na organizacji igrzysk
Londyn liczy koszty
Polska od kilku tygodni robi bilans zysków i strat po Euro 2012, a Londyn już stoi w blokach startowych przed rozpoczynającymi się tam 27 lipca igrzyskami i zaciska kciuki, żeby plan minimalizowania strat maksymalnie się powiódł.

Media przypominają, że wielkie imprezy sportowe to nie tylko zaszczyt i splendor, ale czasami też kłopot i przyczyna zadłużenia, z którego gospodarze wychodzą potem latami. Portugalia, która organizowała Euro 2004 przeinwestowała i teraz zastanawia się czy część stadionów - szczególnie tych wybudowanych poza Lizboną - rozebrać, ponieważ przez blisko dziesięć lat nie były w stanie na siebie zarobić. W Grecji, która osiem lat temu była gospodarzem letnich igrzysk, od początku nie było różowo. Pomijając kilkukrotny wzrost budżetu przeznaczonego na olimpiadę, po latach coraz częściej słychać, że ówczesne wydatki dały początek dzisiejszemu zadłużeniu i w dużej mierze przyczyniły się do trwającego tam od lat kryzysu.

Brytyjczycy też co prawda przekroczyli olimpijski budżet, i zaczynając od 2,7 mld funtów zatrzymali się dopiero na 9,3 mld, ale pomni doświadczeń poprzednich gospodarzy sumiennie odrobili lekcję. Dlatego od początku starali się budować tanio, i już na dwa lata przed olimpiadą mieli gotowe plany co zrobić z powstałymi obiektami jak tylko impreza się zakończy. Nie przypadkiem więc większość stosowanych przy budowie materiałów to tworzywa, które można użyć ponowie lub przetworzyć. Dach nad stadionem olimpijskim nie jest zrobiony ze stali albo betonu tylko z lekkiego, niepalnego i znacznie tańszego PVC, z którego zazwyczaj powstają rury albo profile okienne. Dzięki temu łatwo będzie można go przerabiać. Tak samo jak większość z 80 tys. stadionowych krzesełek, które zaraz po zawodach zostaną zdemontowane, bo jak pokazują doświadczenia innych, później miasta nie są w stanie utrzymać tak dużych obiektów ani sprzedać tylu biletów, żeby szczelnie wypełnić cały stadion.

Wioska olimpijska stanie się zwykłym osiedlem, na którym pierwszeństwo kupna mieszkań i preferencyjne ceny będą mieli okoliczni mieszkańcy. Mieszcząca 12 tys. widzów hala do koszykówki zaraz po olimpiadzie zostanie rozebrana i wysłana do Rio de Janeiro, gdzie posłuży zawodnikom na igrzyskach za 4 lata. Wszystkie bary, sklepiki z żywnością dla kibiców i punkty informacyjne rozstawione dzisiaj w wiosce olimpijskiej, potem w każdej chwili będzie można przenieść do innej części miasta, a centrum informacyjne i prasowe przekształcić w biurowce do wynajęcia albo sprzedaży.

Widać, że kryzys zmienił podejście do masowych imprez. Dzisiaj nikt już nie wstydzi się mówić otwarcie o tym, że olimpiada to nie tylko prestiż, ale i wyzwanie, które łatwo może zmienić się w kłopot. Miasta więc już nie tylko stroszą piórka, ale i liczą koszty. I np. Rzym, biorąc pod uwagę ledwo dopinający się budżet kraju, już wycofał swoją kandydaturę z rywalizacji o bycie gospodarzem igrzysk w 2020 r.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj