Katalonia: rządzący nacjonaliści górą
Kurs na niepodległość
Wygrana nacjonalistycznej centroprawicowej partii CIU w regionalnych wyborach w Katalonii to o jeden krok bliżej do niepodległości regionu.

Jeszcze nie zielone światło, bo do tego trzeba zgody Katalończyków, którzy w ciągu najbliższych czterech lat mieliby się wypowiedzieć na ten temat w referendum. Wcześniej potrzebne jest też przyzwolenie na to referendum ze strony Madrytu. Bo dziś są to tylko plany i przedwyborcze obietnice przywódcy CIU, Artura Masa. Rząd centralny nie jest tym pomysłom przychylny i za wszelką cenę próbuje je utrącić. W dodatku ma za sobą Konstytucję, która wyraźnie mówi, że referendum jest wiążące tylko wtedy, gdy ogłosi je Madryt.

Biorąc pod uwagę kryzys gospodarczy, w jakim od kilku lat znajduje się Hiszpania, rząd będzie robił wszystko, żeby nie dzielić kraju. Do jedności nawołują król Juan Carlos i premier Mariano Rajoy, który stara się zachować pozory i pokazać Europie, że Hiszpania jest stabilnym i odpowiedzialnym krajem. Pat może więc trwać długo. Poza tym dzisiaj nastroje w Katalonii sięgają zenitu. Ludzie łączą niepodległość z końcem recesji. Uważają, że wraz z jej uzyskaniem kłopoty gospodarcze znikną. Nie będą musieli, tak jak dziś, co roku oddawać Madrytowi w formie podatku ok. 18 mld euro. Rząd centralny przestanie ich wysysać. Ale może wystarczyłoby, żeby wobec Katalonii zmieniła się polityka podatkowa i region uzyskałby, tak jak Kraj Basków, możliwość samodzielnego zbierania i dzielenia podatków i już liczba zwolenników secesji byłaby mniejsza.

Podobnie jak wątpliwości nabrali ci, którzy nie chcą wychodzić z Unii Europejskiej. Przed wyborami katalońscy nacjonaliści wspierali się argumentem unijnym. Niezależna Katalonia, jak przekonywali, nie musi się bać izolacji, ponieważ zaraz po ogłoszeniu niepodległości stanie się członkiem większego klubu europejskiego. Niestety, wiceprzewodnicząca Komisji Europejskiej Viviane Reding zasiała ziarno niepewności oświadczając, że Katalonia nie powinna oczekiwać, że jako niepodległe państwo od razu będzie mogła uczestniczyć w spotkaniach Komisji, Rady czy Parlamentu Europejskiego. Trafi raczej na koniec kolejki oczekujących na akcesję, i przy dobrych wiatrach będzie musiała kilka (jeśli nie kilkanaście) lat zaczekać, aż Unia uchyli przed nią drzwi.

Ale nawet jeśli z czasem zwolenników niepodległości Katalonii będzie ubywać, to proces już się zaczął. Teraz nie da się go już zatrzymać i udawać, że nic się nie stało. Rząd w Madrycie, mimo swojego niepokoju, nie może być dłużej głuchy na to, co Katalonia chce mu przekazać. Katalończycy już dzisiaj wiedzą, że niepodległość jest możliwa i wmawianie im, że jest to niedozwolone tylko wyzwoli w nich chęć zrobienia akurat tego, co zakazane. Madryt może jedynie próbować pokazać im, że są inne możliwości niż niepodległość i ewentualnie przekonywać, dlaczego te inne rozwiązania mogłyby dla Katalonii być dziś korzystniejsze niż secesja.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj