Uczmy się od pierwotnych
Amerykański antropolog kultury Jared Diamond, który od 50 lat bada różne społeczności, stwierdza jasno: postęp nie posuwa nas naprzód. Wręcz przeciwnie.
Jared Diamond
jurvetson/Flickr CC by 2.0

Jared Diamond

Artykuł pochodzi z  50 numeru tygodnika Forum. W kioskach od poniedziałku 10 grudnia.
Polityka

Artykuł pochodzi z 50 numeru tygodnika Forum. W kioskach od poniedziałku 10 grudnia.

Już od dobrych dwóch minut siedzę w pańskim pokoju hotelowym, a pan nawet jeszcze nie usiłował mnie zamordować.
Jared Diamond
: I pan również nie wyrzucił mnie przez okno. Dwóch obcych sobie ludzi, którzy zachowują się wobec siebie pokojowo – to byłoby nie do pomyślenia w społecznościach Papui-Nowej Gwinei. Nieznajomi w dziewięciu przypadkach na dziesięć oznaczają tam zagrożenie. Pojawiają się znienacka tylko po to, żeby skraść komuś żonę albo dokonać napadu. My codziennie spotykamy setki nieznajomych. Wiemy, że nie jest to dla nas niebezpieczne, wręcz przeciwnie – stanowi dla nas jakąś szansę. Gdybym nagle zaatakował jakiegoś obcego, policja natychmiast by mnie zatrzymała. To przecież podstawowe zadanie państwa – utrzymanie pokoju pomiędzy swoimi obywatelami, którzy przecież w większości przypadków nie znają siebie nawzajem.

Pod tym względem tradycyjne społeczności różnią się od naszych w sposób fundamentalny. Mimo to moglibyśmy się czegoś od nich nauczyć. Czego konkretnie?
Stopniowo do tego dojdę. Aż do okresu przed 11 tysiącami lat na Ziemi istniały wyłącznie społeczności liczące najwyżej kilkuset ludzi. Dopiero przed 5400 laty powstało pierwsze państwo. W tym momencie wszystko się zmieniło. Państwo potrzebuje aparatu przemocy. Dzieci mają wyrastać na dobrych obywateli i dobrych żołnierzy. Dlatego wszystkie państwa są w gruncie rzeczy do siebie podobne. Tradycyjne społeczności bardzo różniły się od państw, ale też między sobą. Każda z nich miała zupełnie inne metody na organizację swojej wspólnoty, wychowywanie dzieci, stosunek do starszych ludzi, prowadzenie wojen czy łagodzenie sporów.

Załóżmy, że doszłoby do następującego eksperymentu: w trzech niemieckich landach wychowywano by dzieci w sposób surowy i autorytarny, w trzech innych cieszyłyby się całkowitą swobodą. W pozostałych zaś landach wszystko toczyłoby się jak dotąd. Po 40 latach można byłoby stwierdzić, w której części kraju dzieci najlepiej się rozwinęły. Tego rodzaju eksperyment jest obecnie niemożliwy do przeprowadzenia, w tradycyjnych społecznościach jednak analogiczne próby wykonywano tysiące razy. W niektórych dzieci wychowywano surowo, w większości natomiast miały taką wolność, jaka u nas byłaby nie do pomyślenia.

I to funkcjonowało?
Prawie wszyscy, którzy znają tradycyjne społeczności, są pod wrażeniem tego, jak samodzielne są w nich dzieci. Są zręczniejsze w rozmowach z rodzicami. Są dojrzalsze i szybsze. Nie przechodzą kryzysu wieku dojrzewania. Przyczyna jest widoczna jak na dłoni: dorastają w sposób znacznie bardziej autonomiczny, mając jednocześnie pewność, że mogą się na kimś oprzeć. Jeżeli dziecko zaczyna płakać, zaraz ktoś bierze je za rękę i pociesza. W Niemczech z kolei dziecko „ma się wypłakać” – tak przynajmniej twierdzono w latach sześćdziesiątych.

I jeszcze coś. Na Zachodzie dziecko wozi się leżące na płask w wózku. Albo się je nosi, ale zwrócone buzią do ojca lub matki. W Papui-Nowej Gwinei dzieci zawsze nosi się w pozycji pionowej, zwrócone twarzą do przodu. Widzą to samo, co widzi matka albo ojciec. W ten sposób mają wrażenie panowania nad światem. Od kiedy potrafią chodzić – biegają swobodnie, jedzą w tej samej chacie, w której wieczorami się bawią. Są znacznie bardziej niezależne od swoich rodziców niż dzieci Zachodu. Takiej autonomii sami życzylibyśmy sobie dla naszych dzieci.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj