Chuck Hagel: nowy sekretarz obrony USA
Republikański wyrzut sumienia
Nie głosowałem na Baracka Obamę, ale jego poniedziałkowa decyzja o powołaniu Chucka Hagela na stanowisko sekretarza stanu budzi szacunek.

Czytaj także

Nawet nie dlatego, że Hagel może okazać się świetnym sekretarzem, choć w Waszyngtonie trudno znaleźć kandydata lepiej przygotowanego na to stanowisko. Nominacja Hagela to przede wszystkim polityczny majstersztyk Obamy. Nowy sekretarz przez następne cztery lata będzie chodzącym wyrzutem sumienia Partii Republikańskiej, która w swych pomysłach na politykę zagraniczną ociera się dziś o groteskowość, czego sam Hagel jest dowodem.

Jeśli wierzyć przeciekom z Białego Domu, nowy sekretarz miałby się zająć wielkimi cięciami w Pentagonie. Gdyby Obama wybrał do tego zadania demokratę, prawica zlinczowałby go przy pierwszej okazji, oskarżając o narażanie kraju na niebezpieczeństwo i zarzucając mu wprost brak patriotyzmu. Z Hagelem tak się nie da. Wciąż należy do Partii Republikańskiej, a swoje przywiązanie do ojczyny udowodnił w Wietnamie - do dziś nosi w klatce piersiowej odłamki z tamtych czasów. Jednocześnie uważa jednak, że armia USA jest dziś „rozdęta” do granic absurdu, w czym trudno nie przyznać mu racji, biorąc pod uwagę fakt, że jej obecny budżet jest tylko nieznacznie mniejszy niż za czasów Ronalda Reagana.

Nominacja Hagela to jednak nie tylko obrona przed republikanami, ale też atak na nich. Choć w 2003 r. głosował za amerykańską interwencją w Iraku, to później wielokrotnie krytykował prezydenta Busha za jej realizację, a samą interwencję uważa dziś za jedną z największych porażek w historii polityki zagranicznej USA. Republikanie natomiast zachowują się tak, jakby Irak był wielkim sukcesem i kolejnym dowodem na to, że najlepszym sposobem prowadzenia polityki zagranicznej są inwazje i ataki prewencyjne. Skąd wniosek, że Iran też w końcu trzeba będzie zbombardować. Istnienie Chucka Hagela niewygodnie zakłóca tę oczywistą dla wielu republikanów linię wnioskowania, a jego nominacja gwarantuje, że jeśli trzeba będzie podjąć decyzję, ktoś w Białym Domu powie głośno, że atak na Iran to głupota.

Hagela czekają teraz trudne przesłuchania senackie i głosowanie nad jego nominacją, ale po porażce kandydatury Susan Rice na stanowisko sekretarza stanu, Barack Obama nie zaryzykowałby kolejnej nominacji, gdyby nie był pewien, że Senat ją zaakceptuje.

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij