Houston? No problem!
Nasze kochane fabryki
Wielkie montownie i zakłady przemysłowe, a wraz z nimi miejsca pracy, zaczynają wracać z Chin do Ameryki. Czy to prawdziwy koniec kryzysu?
materiały prasowe

Pewnego dnia John Higgins, szef firmy Neutex produkującej żarówki niskonapięciowe, postanowił policzyć, czy naprawdę opłaca się produkować w Chinach. Rozważył kolejno wszystkie czynniki, które skłoniły go do przeniesienia produkcji do Azji, podobnie jak uczyniła to większość konkurentów. – Uwzględniłem nie tylko koszty produkcji i transportu, ale także wszystko to, o czym często się zapomina: zadowolenie klientów, zdolność szybkiego reagowania, ochronę patentów, kosztowne podróże i niekończące się użeranie z podwykonawcami…

Po uwzględnieniu tych kryteriów niespodziewanie się okazało, że gra nie jest warta świeczki. Choć akcjonariusze mieli mieszane uczucia, John zerwał wszystkie umowy z podwykonawcami w Chinach i przeniósł całą produkcję do Houston. To było w 2010 r. Od tamtej pory stworzył 150 miejsc pracy i każdego dnia cieszy się ze swojej decyzji. Na początku przemysłowcy, których spotykał w samolotach, mówili mu, że chyba zwariował. – Dziś coraz więcej z nich chce pójść tą drogą.

Na czele tej rewolucji stoi jednak firma, która jest jednym z okrętów flagowych amerykańskiej gospodarki. Zaprojektowany w 1951 r. kompleks General Electric w Louisville w stanie Kentucky to sześć hal produkcyjnych, każda wielkości dużego centrum handlowego. Miały własną elektrownię, straż pożarną, półtorakilometrowy parking wyposażono w sygnalizację świetlną, by opanować ruch, gdy pracownicy przyjeżdżali na kolejną zmianę.

 

Artykuł pochodzi z najnowszego 4 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 28 stycznia 2013 r.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj