Państwo w państwie
Kartel Templariuszy
Sześć lat temu rząd Meksyku wypowiedział wojnę narkobiznesowi. Rezultat: gangi nie tylko prosperują, ale rządzą całymi prowincjami.
materiały prasowe

Droga do meksykańskiego regionu Tierra Caliente (Gorąca Ziemia) wije się w dół pośród piniowych lasów ku żyznemu rajowi, w którym tropikalne owoce tryskają prosto z ziemi, by ponownie wspiąć się w dzikie górskie rejony. Ten tajemniczy, nieujarzmiony zakątek wybrzeża Pacyfiku na pograniczu stanów Michoacán i Guerrero przez wieki znajdował się na peryferiach rządów państwa. Dziś stanowi prawdziwe wyzwanie: de facto to państwo w państwie, rządzone przez osobliwy i żądny krwi gang.

To baza Los Caballeros Templarios (Templariuszy), związku przestępczego, który łączy pseudomistyczną ideologię z krwiożerczym zmysłem handlowym i skłonnością do skrajnej przemocy. Jeden z miejscowych cicho wyznaje: Nikt tu nie wjedzie bez ich wiedzy, wszędzie mają informatorów. – Najlepiej mówić ogólnikami, nigdy nie wiadomo, kto usłyszy – potakuje inny. – To oni mają tu władzę, nie rząd – dodaje kolejny.

Zło konieczne

To tu były już meksykański prezydent Felipe Calderón zainicjował ogólnonarodową zbrojną ofensywę przeciw zorganizowanej przestępczości. Kilka dni po objęciu urzędu w grudniu 2006 r. wysłał do walki oddziały zamaskowanych wojsk i ciężko uzbrojonej policji federalnej – kilka tysięcy w swoim rodzinnym stanie Michoacán i 50 tysięcy w skali całego kraju. Sam przywdział wojskowy mundur, wizytując bazę wojskową w Michoacán, żeby zagrzewać żołnierzy do walki. Komunikat dla świata przestępczego był jasny: po latach ignorowania rosnącej siły karteli narkotykowych nadeszła pora, aby Meksyk naprężył muskuły.

Artykuł pochodzi z najnowszego 5 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 4 lutego 2013 r.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj