Żołnierki, bagnet na broń!
Kobiety w jednostkach frontowych, w bezpośredniej walce – czy to ostateczny triumf feminizmu, czy osłabienie najbardziej elitarnych formacji armii USA?
Spośród około 150 tys. kobiet w armii amerykańskiej prawie połowa służy obecnie w administracji i formacjach medycznych.
expertinfantry/Flickr CC by 2.0

Spośród około 150 tys. kobiet w armii amerykańskiej prawie połowa służy obecnie w administracji i formacjach medycznych.

Artykuł pochodzi z najnowszego 6 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 11 lutego 2013 r.
Polityka

Artykuł pochodzi z najnowszego 6 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 11 lutego 2013 r.

Spośród około 150 tys. kobiet w armii amerykańskiej prawie połowa służy obecnie w administracji i formacjach medycznych. Niektóre trafiły do wywiadu lub do żandarmerii. Z zasady nie są wysyłane na misje bojowe, ale również walczą i giną. W Iraku i Afganistanie poległo ich 130, a 800 zostało rannych.

W 2007 r. sierżant sił powietrznych Stacy Pearsall, fotografka, była w Iraku już po raz drugi, przydzielono ją do jednostki rozbrajającej przydrożne ładunki wybuchowe w rejonie Bakuby. Jej oddział wpadł w pułapkę. Kiedy koledzy wyskakiwali z transporterów, ona chwyciła za karabin maszynowy i zaczęła ostrzeliwać wroga. W trakcie walki wciągnęła też do pojazdu ciężko rannego, ważącego prawie 100 kg żołnierza.

Sprawdzanie w boju

Czy kobiety takie jak sierżant Pearsall, przy całej ich odwadze pod ogniem, będą w stanie dzień w dzień wykonywać te same niebezpieczne i wymagające siły fizycznej zadania, co obecni żołnierze piechoty lub czołgiści? Greg Jacob, były oficer piechoty morskiej, jest przekonany o słuszności decyzji Pentagonu, dopuszczającej kobiety do służby w jednostkach frontowych. – Pełna integracja pozwala dowódcom wybrać do danego zadania najlepszą osobę, a nie tylko najlepszego mężczyznę. Jeśli najlepszym strzelcem w plutonie jest kobieta, będę mógł zrobić z niej snajpera. Dotąd nie mogłem.

We współczesnej wojnie pod wieloma względami kobiety mogą sprawdzić się w walce tak samo jak mężczyźni. Są dowody, że mogą zostać nawet lepszymi pilotami lub strzelcami wyborowymi. Duncan Hunter, republikański kongresmen z Kalifornii, były żołnierz piechoty morskiej, który służył w Iraku i Afganistanie, uważa jednak, że istnieje zasadnicza różnica między „walką incydentalną”, w jakiej brały udział kobiety w atakowanych konwojach czy bazach, a „bezpośrednimi obowiązkami bojowymi naszych wysuniętych i najbardziej elitarnych formacji lądowych”.

O zdanie można by zapytać sierżant Pearsall, odznaczoną za akcję pod Bakubą, a później ranną w kolejnej bitwie. – Nie siedziałam bezczynnie, myśląc: „Jestem kobietą, chyba nie udźwignę karabinu”. A kiedy wkoło świszczały kule, nikogo raczej nie obchodziła moja płeć, dopóki naciskałam spust.

Argumentów wysuwanych przeciwko służbie kobiet w piechocie jest wiele: ● są statystycznie słabsze fizycznie, ● wolniej budują masę mięśniową i szybciej ją tracą, ● częściej przytrafiają im się złamania, ● mogą kierować uwagę żołnierzy w stronę amorów, ● mogą być obciążeniem dla oddziału w walce, jeśli mężczyźni będą czuć się zobowiązani do chronienia rannych kobiet kosztem wykonania misji (to z tego powodu Izrael zrezygnował po 1948 r. ze służby kobiet w piechocie), ● mają skłonność do kierowania się emocjami. Dodajmy do tego jeszcze coś tak banalnego jak różnice w kwestiach sanitarnych. Wszystko to może wyjaśniać część oporów, racjonalnych bądź nie, wobec obecności kobiet w jednostkach liniowych.

Dowódcy przyznają, że zdarzają się specyficzne problemy: ciąże, zazdrość czy cudzołóstwo. Tak samo jednak w przypadku mężczyzn występują bójki lub problemy z dyscypliną.

Pentagon obiecuje, że nie będzie obniżania standardów, by ułatwić kobietom przystąpienie do oddziałów bojowych. Obecnie na przykład armia obniżyła normę czasu biegu do zaliczenia testu sprawności fizycznej.

Greg Jacob, były oficer szkoleniowy rekrutów marines, mówi, że nie ma problemów, jeśli wymagania podnosi się systematycznie – jak zrobiono to w korpusie piechoty morskiej, oczekując od kobiet więcej podciągnięć na drążku albo wysyłając je na dłuższe forsowne marsze z plecakiem.

Przepustka do kariery

Służba w piechocie, zwłaszcza podczas wojny, i przejście przez najbardziej rygorystyczne szkolenie komandosów lub piechoty morskiej (związane między innymi z rozwinięciem psychologicznych mechanizmów radzenia sobie z zabijaniem innych ludzi), stanowi w oczach wielu najlepszy sposób uwiarygodnienia się w armii. Niezbędny hart ducha – inny niż w przypadku logistyka z bazy lotniczej Bagram pod Kabulem albo lekarza wojskowego – jest doceniany przez wszystkie instytucje. Mężczyźni, którzy przeszli przez szkolenie w piechocie i przez walkę, są częściej wybierani na odpowiedzialne stanowiska w wojsku i poza nim.

Jak wiele kobiet, porucznik Kristen Rouse, która zawsze chciała służyć w jednostce czołgów, mówi, że zniesienie zakazu pomoże kobietom we wspinaniu się po szczeblach kariery wojskowej. – To zawsze większy prestiż móc powiedzieć: „Walczyłam z Afgańczykami” albo: „Przeszłam z jednostką liczne potyczki”, niż oświadczyć: „Wróciłam z Afganistanu. Przez dziewięć miesięcy zajmowałam się wysyłką sprzętu z Bagram”.

Kiedy odznaczona Medalem Srebrnej Gwiazdy była oficer piechoty będzie rywalizować z mężczyzną o awans w korporacji czy firmie prawniczej, wybór mężczyzny będzie znacznie trudniejszy do uzasadnienia. Dlatego krok Pentagonu jest postrzegany jako sukces feministek. Takiego zdania są zarówno one same, jak i konserwatyści. Heather Mac Donald z dwutygodnika „National Review” oburza się, że „jedynym powodem tej decyzji jest chęć udobruchania nienasyconego i narcystycznego pędu feminizmu do absolutnej oficjalnej równości między płciami”.

Ruch feministyczny odpowiada, że ponieważ w ostatnich latach, szczególnie w Iraku i w Afganistanie, kobiety często znajdowały się w sytuacjach bojowych, formalne potwierdzenie tego stanu rzeczy oznacza tylko, że będą teraz mogły liczyć na takie samo uznanie za ryzykowanie życia jak mężczyźni.

Feministki nie chciały zabijać

Problem w tym, że w feminizmie nigdy nie chodziło wyłącznie o równość. Wiele feministek pisało nie tylko o potrzebie równych szans, ale też o potrzebie krytyki męskich, patriarchalnych wartości i ideałów, wśród których poczesne miejsce zajmowała wojna. Pacyfistyczny feminizm reprezentowała Virginia Woolf, która w eseju „Trzy gwinee” pisała: „Choć wiele instynktów jest dla obu płci mniej lub bardziej wspólnych, to walczyć było zawsze zwyczajem mężczyzny, nie kobiety. Prawo i praktyka rozwinęły tę różnicę, czy to wrodzoną, czy przypadkową. Prawie nie było na przestrzeni historii istoty ludzkiej, która padła zastrzelona z ręki kobiety, ogromna większość ptaków i zwierząt została zabita przez was, nie przez nas”.

Oczywiście Woolf się myli, bo, jak pokazało wiele żołnierek, o polityczkach nie wspominając, wojna może pociągać kobiety tak samo jak mężczyzn. Z drugiej strony ma ona sporo racji w tym, że historia wojen jest w przeważającej mierze męska. Można spojrzeć na to wykluczenie kobiet i powiedzieć: „To niesprawiedliwe, pozwólmy im walczyć”, ale można też stwierdzić, „No tak, połowy ludzkości chodzenie na wojnę nie dotyczyło. A skoro tak wielu ludzi nie walczyło, może to oznaczać, że walka jest bardziej aberracją niż koniecznością”.

Moralność a przyzwolenie na wojnę

Chwała i potrzeba wojny często wiąże się z męskością – z koniecznością dowiedzenia wartości moralnej mężczyzny. To również powód, dlaczego dla feministek dopuszczenie kobiet do armii i do walki było tak ważne. Sprawiedliwa wojna, w której ludzie są gotowi walczyć i ginąć, pod wieloma względami jest w Ameryce standardem moralnego działania. Skoro tak, skoro moralność jest związana z bojem, to kobiety też muszą walczyć, jeśli mają być cenione i honorowane jako podmioty moralne. Ci, którzy nie są wojownikami, nie mogą być równi. To dlatego równość w wojsku była podstawowym celem wielu marginalizowanych grup. Jednostki złożone z czarnych w wojnie secesyjnej stanowiły potężny bodziec dla ruchu praw człowieka i równouprawnienia. Podobnie coraz trudniej będzie usprawiedliwić dyskryminację gejów, gdy mogą teraz z odsłoniętą przyłbicą walczyć i umierać za kraj.

W ten sposób wojsko może być dla feminizmu źródłem siły moralnej. Ceną jest jednak przyzwolenie na wojnę i ocenianie kobiecego doświadczenia przez pryzmat tradycyjnych męskich norm – z udziałem w walce jako ich ikonicznym przykładem. Feministyczna krytyka militaryzmu i wojny w USA należy teraz przeważnie do przeszłości.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj