Chávez - zabierał bogatym i dawał biednym
Chávez odchodzi, chavizm zostaje
Nie wynalazł cudownego patentu na to, jak wyrugować biedę i nierówności, ale sprawił, że milionom ze społecznych dołów żyje się lepiej niż kiedyś. Co czeka Wenezuelę po odejściu Hugo Cháveza?
Chavez stał się logo Wenezueli, bardziej rozpoznawalnym niż miss piękności.
Miguel Gutierrez/EPA/PAP

Chavez stał się logo Wenezueli, bardziej rozpoznawalnym niż miss piękności.

Miał rysy oryginalnych mieszkańców Karaibów i potomków niewolników z Afryki – jak większość biednych w Wenezueli. Mieszkańcy barrios, dzielnic nędzy, widzieli w nim lustrzane odbicie siebie samych, nikogo takiego nigdy nie mieli na szczytach władzy. Już to starczało, że wielu poszło za nim. „O biedzie, o głodzie – zawsze z Chávezem”. „Moją ojczyzną jest Chávez”. Dawał ubogim nadzieję, a oni wiedzieli, że wódz zna ich los. Nie był kolejnym białym z klasy wyższej, który chwalił się studiami w USA, obiecywał, a potem nie robił dla biednych nic.

Mówił językiem ubogich – prostym, nieraz wulgarnym, czasem sentymentalnym. Publicznie śpiewał ballady o Che Guevarze i piosenki o miłości, nie fałszując ani nuty. Ludzi z Zachodu to śmieszyło, żenowało; biedota kochała go również za to, bo nucący znane melodie przypominał gościa z sąsiedztwa, z którym wieczorem pije się piwo. A jeszcze miał charyzmę i obiecywał, że się nimi zaopiekuje. Z polityki zrobił telenowelę i show, które Latynosi uwielbiają.

Drugi z sześciu synów nauczycieli szkoły podstawowej z Barinas, dorastał w cieniu legendy o prapradziadku, który wywołał powstanie przeciwko oligarchom. „Wolni ludzie i wolna ziemia!”. Chłonął opowieści babki o jej dziadku, który rzucił wyzwanie latyfundystom.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj