Długie życie: wyspa starców
Umrzeć miałem, zapomniałem
Przyjęcie z okazji setnych urodzin? Na Ikarii, niewielkiej greckiej wyspie na Morzu Egejskim, to normalka.
Wieś Armenistis na wyspie Ikaria.
Man77/Wikipedia

Wieś Armenistis na wyspie Ikaria.

Artykuł pochodzi z najnowszego 12/13 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 25 marca 2013 r.
Polityka

Artykuł pochodzi z najnowszego 12/13 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 25 marca 2013 r.

Stamatis Moraitis, grecki weteran wojenny, przyjechał do Stanów Zjednoczonych w roku 1943, by wyleczyć zranione w bitwie ramię. W USA zabawił dłużej, niż planował – znalazł tam nie tylko pracę, ale i żonę Greczynkę. Moraitisom żyło się dobrze. Dorobili się trójki dzieci, domu z trzema sypialniami i chevroleta. Kłopoty pojawiły się w 1976 r., kiedy to u Moraitisa zdiagnozowano raka płuc. Wyrok potwierdziło dziewięciu lekarzy: zostało mu pół roku życia. Był po sześćdziesiątce i zamiast poddawać się drogiemu leczeniu w Ameryce, wolał w spokoju dożyć końca swoich dni na rodzinnej wyspie – Ikarii. Wraz z żoną Elpiniki przeprowadził się więc do domu swoich rodziców. Spał całymi dniami. Każdego popołudnia gawędził z przyjaciółmi z młodości przy butelce miejscowego wina, a w niedzielne poranki chodził na mszę. Czuł się dobrze. Cieszył się, że umrze wśród swoich.

Minęło jednak pół roku, a Moraitis nie tylko nadal żył, ale też czuł się coraz lepiej. Zajmował się ogrodem, przywrócił do życia rodzinną winnicę. Całymi dniami pracował na świeżym powietrzu. Po południu drzemał, wieczorami do późna grywał w domino w pobliskiej tawernie. Przez lata winnica rozrosła się tak, że Moraitis mógł produkować 1500 litrów wina rocznie. Dziś ma 97 lat (choć sam twierdzi, że aż 102) i jest całkowicie zdrowy. Nigdy nie poddał się chemioterapii, nie brał żadnych leków. Po prostu przeprowadził się na Ikarię.

Okazy zdrowia

Miejsc, gdzie ludzie żyją ponadprzeciętnie długo, jest ponoć znacznie więcej. Podobnie mówiono o dolinie Vilcabamba w Ekwadorze czy pakistańskiej dolinie Hunza. Długowieczni mieli być też mieszkańcy gruzińskiej części Kaukazu. Żadna z tych rewelacji nie znalazła jednak potwierdzenia w nauce. Zwykle miejscowi nie mieli aktów urodzenia – raz mówili, że mają 80 lat, a pół roku później podawali się za 82-latków. Niektórzy szybko zaczęli chełpić się przekroczeniem setki. Mieszkańcy miasteczek słynących z długowieczności zwykle prędko się orientują, że na wieku też można zarobić i podrasowują daty urodzenia najstarszych, by przyciągnąć turystów. Nawet na Ikarii ciężko czasem dojść prawdy. Opowieści takie jak Moraitisa szybko stają się elementem lokalnego folkloru; są przekazywane z ust do ust i ubarwiane. Jeszcze jeden ikaryjski wyspiarz opowiada praktycznie taką samą historię, podając się za jej głównego bohatera.

Szczegółowe analizy dokumentów potwierdzają jednak nieprzeciętną długość życia mieszkańców Ikarii.Michel Poulain, belgijski demograf, we współpracy z naukowcami z uniwersytetu w Atenach przeprowadził badania, które potwierdziły, że Ikaryjczycy rzeczywiście żyją dłużej. W porównaniu do przeciętnego Amerykanina 2,5 razy częściej dożywają 90 lat, osiem do dziesięciu lat później zapadają na choroby serca i układu krążenia oraz na raka, rzadziej miewają depresję. Połowa Amerykanów po 85 roku życia zaczyna mieć objawy alzheimera, na Ikarii większość ludzi do śmierci jest w doskonałej formie umysłowej.

Ikaria leży na Morzu Egejskim, około 130 km od zachodniego wybrzeża Turcji. Na powierzchni 255 kmkw. mieszka tu około 10 tys. ludzi. Nazwa wyspy nie jest przypadkowa – według mitologii greckiej to właśnie w tych okolicach spadł do morza Ikar. Wyspa nie od dziś słynie z korzystnego wpływu na zdrowie – nawet 2,5 tys. lat temu był to popularny cel podróży ludzi cierpiących na różne schorzenia. Starożytni przyjeżdżali zażywać kąpieli w gorących źródłach. Już w XVII w. ikaryjski biskup Georgirenes pisał, że dożywanie stu lat nie jest tu niczym dziwnym.

Ilias Leriadis, jeden z nielicznych ikaryjskich lekarzy, przyczyn długowieczności swoich pacjentów doszukuje się w ich spokojnym trybie życia. – Ludzie tutaj późno kładą się spać i późno wstają. Nie otwieram gabinetu przed jedenastą – wcześniej i tak nikt nie przychodzi. No i nikt nie nosi zegarków. Żaden zegar na wyspie nie działa dobrze, gdy więc zaprasza się kogoś na lunch, nigdy nie można być pewnym, czy przyjdzie o dziesiątej rano czy o szóstej wieczorem. Piętnaście kilometrów dalej, na wyspie Samos, życie wygląda całkiem inaczej. – Tam wszystko jest dużo lepiej rozwinięte. Są wieżowce, kurorty i wille warte miliony euro. Oni przejmują się pieniędzmi. My – nie za bardzo. Na duże uroczystości i święta wszyscy robimy zrzutkę na chleb i wino, a to, co zostaje, oddajemy biednym. Tu nie myśli się o sobie, tylko o wszystkich.

 

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj