Reportaż: To nie fatamorgana
Kicz z piasku
Jedną z rzeczy, które podobają mi się po przybyciu do obcego miasta, jest to, że go nie rozumiem – kolumbijski pisarz Santiago Gamboa odbiera Abu Zabi jako miraż.
materiały prasowe

Widziane w nocy Abu Zabi jawi się jako ogromne miasto z betonu, aluminium i szkła świecące w ciemności. Reszta to tylko piasek i woda morska. Zaskakujące, że jakaś społeczność osiedliła się w tak niegościnnym miejscu, i w sumie nic dziwnego, że pierwsi mieszkańcy tych okolic byli nomadami. Nie ma tu żadnych gór, żadnej zmienności barw, tylko piasek i wiecznie zapylone powietrze, niebo i morze w tym samym niebieskim odcieniu. Wystawianie się na pastwę żywiołów oznacza narażanie się śmierć, jak w krajach skutych śniegiem i lodem. Chyba że odnajdziemy oazę, ogród odżywiany przez źródło bijące na pustyni. Tylko tam widać zieleń, roślinność, różnorakie kształty. Może dlatego islamski raj jest zielony (i złoty), a meczety w Abu Zabi i Dubaju, jak we wszystkich krajach sunnickich, są oświetlone zielonymi neonami (sunniccy dygnitarze, potomkowie Mahometa, nosili zielone turbany, a szyici – czarne).

Wysiadając z samolotu, zauważam elegancką Filipinkę wymachującą iPadem trzymanym na wysokości klatki piersiowej. Na ekranie widzę swoje nazwisko. – Witamy! Proszę pójść za mną – mówi odbierająca mnie kobieta. Wprowadza mnie prosto do biura imigracyjnego, omijając kolejkę czekających. Wszystko jest czyste i schludne, począwszy od nieskazitelnie białych szat celników. Musieli wziąć mnie za dyplomatę czy może bankiera. A jestem tylko skromnym pisarzem przyjeżdżającym na zaproszenie uniwersytetu!

Obraz bogactwa

Na zewnątrz czeka eleganckie bmw: auto ma skórzane wnętrze i klimatyzację. W ciemności sunie po pustej szerokiej Airport Road. Gdzie to miasto? Nie dojechaliśmy jeszcze do żadnego rozpoznawalnego miejsca, gdy raptem kierowca skręca i zatrzymuje się przed ogromnym przeszklonym wieżowcem. Młodzieniec w uniformie podbiega, by otworzyć mi drzwiczki. Jesteśmy w Park Rotana. Młoda blondynka nienosząca islamskiej chusty uśmiecha się za wielkim tekowym kontuarem: Witamy w Abu Zabi. To pańska pierwsza wizyta? Jest Rosjanką, ma na imię Katierina. To tylko zwykły hotel, ale sufit w holu wznosi się na wysokość dziesięciu metrów, a zwisający z niego żyrandol wygląda jak wielki kawałek alabastru. Co za przepych…

 

Fragment artykułu pochodzi z najnowszego 15 numeru tygodnika FORUM w kioskach od poniedziałku 15 kwietnia 2013 r.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj