W Wenezueli znów wygrał Chávez
Lud bez wodza
W Ameryce Łacińskiej nie widać przywódcy, który potrafiłby dziś zastąpić Hugo Cháveza. Tylko czy region w ogóle potrzebuje nowego caudillo?
Po ostatnuich wyborach w Wenezueli zamieszki uliczne wymknęły się spod kontroli.
Jorge Silva/Reuters/Forum

Po ostatnuich wyborach w Wenezueli zamieszki uliczne wymknęły się spod kontroli.

Sygnał jest klarowny: dość polaryzacji, jesteśmy zmęczeni wyniszczającą wojną dwóch plemion, czyli zwolenników Hugo Cháveza i jego zaprzysięgłych wrogów. Tak o wyniku wyborów w Wenezueli mówi Boris Munoz, publicysta i nauczyciel literatury z Caracas, który mieszka czasowo w USA. Półtora tygodnia temu wyścig o prezydenturę wygrał delfin nieżyjącego caudillo, Nicolas Maduro, ale wygrana jest wątła – o jeden procent. Chaviści dobrze oceniali sytuację, gdy twierdzili, że ich lider, nawet martwy, jest w stanie wygrać każde wybory. Jednak ani oni, ani ich oponenci nie spodziewali się tak niewielkiej wygranej. Chávez miał 10-proc. przewagę nad konkurentem, Maduro roztrwonił ten kapitał w kilka tygodni.

Kandydat opozycji Henrique Capriles Radonski mógł różnie zareagować: świętować sukces, próbować rozmów z władzą jak równy z równym. Ale wybrał inną strategię: nie uznał zwycięstwa rywala. Twierdzi, że doszło do oszustwa, i wezwał swoich zwolenników do manifestacji. Zamieszki uliczne wymknęły się spod kontroli, sympatycy przegranego Caprilesa podpalili siedziby partii rządzącej w trzech prowincjach – w środku budynków byli ludzie. Rząd wysłał przeciw demonstrantom policję, padli zabici (gdy zamykaliśmy to wydanie POLITYKI, wiadomo było o siedmiu ofiarach śmiertelnych i ponad setce zatrzymanych).

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj