REPORTAŻ: Bezdomni Polacy w Berlinie. Jest ich coraz więcej
Przez raj(ch) na dno
Niemcy są nadal głównym celem emigracji zarobkowej Polaków. Ale nie dla wszystkich oznacza ona lepsze życie - coraz więcej z nich ląduje na niemieckich ulicach.
Berlińska dzielnica Charlottenburg. To jedno z miejsc, gdzie bywają bezdomni.
ULLSTEINBILD/BEW

Berlińska dzielnica Charlottenburg. To jedno z miejsc, gdzie bywają bezdomni.

Berlińczycy są tolerancyjni i zawsze rzucą jakieś drobne, mimo, że domyślają się, że to na alkohol.
Alexandra Winkler/Reuters/Forum

Berlińczycy są tolerancyjni i zawsze rzucą jakieś drobne, mimo, że domyślają się, że to na alkohol.

Od czasu wejścia Polski do Unii bezdomni Polacy w Berlinie to tendencja rosnąca - wynika z obserwacji pracowników społecznych.
Agnieszka Hreczuk/Polityka

Od czasu wejścia Polski do Unii bezdomni Polacy w Berlinie to tendencja rosnąca - wynika z obserwacji pracowników społecznych.

Darek i Piotr już nie pamiętają, jak się spotkali, na dworcu, a może w jadłodajni. Obaj przyjechali bez planu, ponad rok temu. Chcieli zobaczyć, jak tu jest, zarobić. - Wszyscy mówili, że w Berlinie jest lepiej - Darek niechętnie opowiada o życiu w Polsce. - Różne rzeczy się robiło. Piotr był malarzem, kładł glazurę. W Berlinie pracował tylko Piotr, dwa miesiące na budowie. Potem praca się skończyła, więc zbierali butelki. W zasadzie nie wiedzą, jak tu pracy szukać, choć wiedzą, że nie przez innych Polaków: - Oni oszukują. Raz pośrednik wyłudził pieniądze, niby za pracę. I zniknął. A po niemiecku się nie dogadają. - Ale źle nie jest – Piotr pokazuje plik banknotów. Wieczorami grzeją się w przedsionku banku, obok bankomatów. Otwierają klientom drzwi, mówią Guten Tag, zawsze coś skapnie. Na oko tyle, że mogliby wynająć pokój. Ale wolą spać pod schodami. - Szkoda pieniędzy.

Darek i Piotr są jednymi z kilku tysięcy bezdomnych Polaków w Berlinie. To prawdopodobnie największa grupa narodowościowa na ulicach niemieckiej stolicy. Oficjalnych statystyk brak, ale organizacje pozarządowe oceniają, że nawet połowa wszystkich bezdomnych to nasi rodacy. Od czasu wejścia Polski do Unii to tendencja rosnąca - wynika z obserwacji pracowników społecznych. - Podczas gdy jeszcze dziesięć lat temu mieliśmy trzech, czterech Polaków na noc, dziś jest ich nawet 30-40 na 100 nocujących - mówi Ulrich Neugebauer, kierujący noclegownią Stadtmission przy berlińskim Dworcu Głównym.

To najczęściej mężczyźni, samotni, a przynajmniej sami w Niemczech, choć kiedyś było w noclegowni małżeństwo z Pomorza. Dość młodzi, od trzydziestu do pięćdziesięciu lat, ale wyglądają na znacznie starszych. Do Berlina przybywają Polacy z całego kraju, dominują jednak ci z województw przygranicznych, bądź mających przynajmniej dobre połączenie komunikacyjne z niemiecką stolicą, a więc często i tradycję migracji zarobkowej. Jest sporo osób z zachodniopomorskiego, lubuskiego oraz Górnego i Dolnego Śląska. Ale zdarzają się i tacy ze ściany wschodniej, czy z Warmii. Ci to prawie zawsze „bezdomni z przypadku”, czyli tacy, którzy przyjechali do Niemiec do pracy.

Mityczne tysiące euro

Bezdomność dotyka głównie nową imigrację. Ci ze „starej” przeważnie mają ustabilizowaną sytuację, staż pracy, prawo do pomocy społecznej – chyba, że pracowali tu nielegalnie, bo tak było wygodniej dla pracodawcy i pracownika. Ale większość bezdomnych przybywała falami: po wejściu do Unii, potem po rozszerzeniu strefy Schengen, a w końcu po 2011 r., kiedy Polacy otrzymali nieograniczone prawo do pracy i – przynajmniej jak wielu sądziło - do pomocy społecznej.

- „1300 euro zarobi czeladnik, 3000 magazynier” - cytuje polskie media Witold Kamiński, pracujący w Polskiej Radzie Społecznej w Berlinie. - Praca miała leżeć na ulicach, bo Niemcy byli zbyt leniwi, by pracować. A nawet z samych zasiłków dało by się wyżyć. To samo powtarzali potem ludzie, którzy w Radzie szukali pomocy. W rzeczywistości trzy tysiące euro zarabia ktoś z dobrymi kwalifikacjami, ze znajomością języka i niekoniecznie w Berlinie, czy wschodnich landach, mówi Kamiński. Jego zdaniem, do losu bezdomnych Polaków przyczyniły się media. - Wyssane z palca mity spowodowały, że przyjechali ci, którzy nie mieli szans.

Szanse na dobrą pracę mają specjaliści: inżynierowie, lekarze, czy niektórzy technicy. Ale choć stanowią oni tylko mniejszość polskich imigrantów, ich sukces postrzegany jest w Polsce jako reguła. O tych, którym się nie udało, mówi się niechętnie.

Część bezdomnych Polaków nie planowała szukać w Berlinie pracy. Już w Polsce żyli na ulicy. Bezdomność w Niemczech nie jest dla nich degradacją, wręcz przeciwnie – tu liczą na wygodniejsze życie. Niektórzy przyjeżdżają tylko sezonowo, żeby przetrwać zimę. Berlin ma tę przewagę nad innymi niemieckimi metropoliami, że leży blisko granicy - łatwo i tanio można się tu dostać. Tacy bezdomni najczęściej szukają tylko doraźnej pomocy: opieki medycznej, miejsca do spania, nowego ubrania. Inni mają w Polsce jakieś niewielkie wyroki za drobne kradzieże, czy niezapłacone alimenty. W Niemczech policja ich nie ściga.

 

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj