Pif-paf!

Cody Wilson, 25-letni student prawa z University of Texas, zbudował pierwszy na świecie plastikowy pistolet. Do jego produkcji potrzebna jest przede wszystkim drukarka przestrzenna, czyli warte kilka tysięcy dolarów urządzenie tworzące trójwymiarowe przedmioty. Jedynym nieplastikowym elementem jest iglica wykonana z przerobionego gwoździa, potrzebny jest także nabój 9 mm. Z wyglądu przypominająca toporną suszarkę do włosów broń Wilsona nazywa się Liberator (na cześć jednostrzałowego pistoleciku zrzucanego przez aliantów nad okupowaną Francją). Ledwie wyszła z fazy testów, ale zdążyła już wzbudzić sporo zamieszania.

Wilson jest libertarianinem i założył wzorowany na Wikileaks serwis internetowy, w którym udostępniał przewodniki do samodzielnej produkcji plastikowej broni lub plastikowych części, np. magazynków do karabinu Kałasznikowa i kolb do Glocków. Jednak kilka dni po premierze pistoletu biuro kontroli handlu bronią departamentu stanu zakazało rozpowszechniania plików. Na niewiele się to zdało, bo instrukcję drukowania Liberatora zdążono ściągnąć ponad 100 tys. razy, więc pliki rozlały się po sieci.

Liberator budzi poważne obawy, bo nie widzą go wykrywacze metalu. Pistolet można rozłożyć, zarówno poszczególne części, jak i metalowa iglica nie budzą specjalnych podejrzeń ochrony, co udowodnili dziennikarze brytyjskiego dziennika „Daily Mail”. Bez przeszkód wnieśli rozłożoną broń na pokład strzeżonego pociągu Eurostar z Londynu do Paryża (co prawda bez naboju). Amerykańscy parlamentarzyści już zaczęli zgłaszać pomysły zmian w prawie, które mają ograniczyć dostęp do plastikowej broni, wymarzonej np. dla terrorystów. Kilka lat temu zabroniono wnoszenia na pokłady samolotów większej ilości płynów. Może niebawem przy bramce na lotnisku będą zabierane wszelkie przedmioty z plastiku...

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj