szukaj
Nelson Mandela (1918–2013)
Madiba
Nelson Mandela zapamiętany zostanie dobrze i na długo. Najpierw jako symbol słusznej i sprawiedliwej walki z rasistowskim systemem apartheidu w Afryce Południowej.

Po drugie jako pierwszy czarnoskóry prezydent tego przepięknego i zasobnego kraju, w którym czarnoskórzy są większością, ale dopiero od dwudziestu lat mają równe prawa z białą mniejszością. Ta mniejszość zbudowała potęgę RPA, ale kosztem ograniczenia praw i swobód obywatelskich czarnych i kolorowych (np. Hindusów, w tym młodego Gandhiego).

Mandela był początkowo pacyfistą. Chciał działać na rzecz ewolucyjnej poprawy położenia dyskryminowanej większości. Gdy przekonał się, że to droga donikąd, bo biali gotowi są w obronie status quo użyć broni przeciwko bezbronnym cywilom, porzucił pacyfizm. Jako działacz i lider nielegalnej opozycji antysystemowej dopuścił przemoc jako środek walki (choć nie aprobował terroryzmu), za co odsiedział w ciężkim więzieniu w sumie ponad ćwierć wieku.

Był wyczulony na krzywdę społeczną, ale nie był komunistą. Już w słynnej mowie obrończej z 1964 r. zaznaczył, że komuniści odrzucają demokrację parlamentarną, a on jest jej gorącym zwolennikiem.

Dał tego dowód, kiedy w wyniku tamtejszych „umów okrągłego stołu” doszedł do władzy wraz ze swym ruchem politycznym, Afrykańskim Kongresem Narodowym (ANC). Trzymał się zasad demokratycznych i nie dopuścił do zemsty za długie lata apartheidu. Patronował specjalnej komisji prawdy i pojednania. Chciał być tym, który jednoczy naród.

W jakimś stopniu odgrywał rolę podobną do tej, jaką początkowo odgrywał u nas Lech Wałęsa. Był powszechnie znanym w świecie symbolem najpierw walki o prawa człowieka, a potem udanej i bezkrwawej zmiany ustroju. Obaj dostali pokojowe Noble. Oszczędzone mu jednak było to, co spotkało Wałęsę w wolnej Polsce. Mandela do końca był postrzegany jako ojciec narodu, ukochany i szanowany Madiba. Ostatnie lata swej publicznej aktywności poświęcił walce z epidemią AIDS.

Gdy w latach siedemdziesiątych rodził się w Polsce ruch na rzecz demokracji i praw człowieka, Mandela siedział z wyrokiem dożywocia. Ówczesna geopolityka wyrządziła mu pewną krzywdę. Ponieważ broniły go i wychwalały media bloku radzieckiego, to niektórzy antykomunistyczni opozycjoniści widzieli w nim „pieszczoszka”, a może i agenta wpływu sowietyzmu w Afryce.

Na szczęście dalszy bieg wydarzeń – upadek apartheidu i ZSRR, a wraz z nim całego bloku radzieckiego – odesłał te podejrzenia na śmietnik zimnowojennej historii. Nelson Mandela zrobił dla swego kraju, dla Afryki, dla sprawy praw człowieka tak dużo, że należy do tych wielkich postaci XX wieku, dzięki którym możemy o tym stuleciu mówić nie tylko jako o wieku ludobójców, ale także czempionów wolności i solidarności.

Czytaj także

W najnowszym numerze POLITYKI

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj