Norwegowie chcą więcej wina
Pragnienie Norwega
Przed wyborami w Norwegii rozgorzała dyskusja o alkoholu. Część polityków domaga się ułatwienia dostępu do trunków. Inni twierdzą, że to grozi rewolucją.
Wysoka cena piwa w Norwegii nie powstrzymała od sięgania po nie fanów sportu.
Ben Radford /Allsport/Getty Images/FPM

Wysoka cena piwa w Norwegii nie powstrzymała od sięgania po nie fanów sportu.

Częste obcowanie ze śniegiem sprawiło, że Inuici używają kilkudziesięciu słów na jego określenie. Z podobnych powodów Norwegowie mają bogate słownictwo okołoalkoholowe. Na przykład julebord to taki norweski przedświąteczny „śledzik”. Tradycja wymaga, aby pracodawca zapłacił za wynajem restauracji, jedzenie i picie. Pracownicy się integrują, czasem aż do białego rana. Policja co roku ma w związku z tym ręce pełne roboty: organizuje nocne kontrole kierowców, z zamykaniem autostrad włącznie. Jak pokazują statystyki, to właśnie przed świętami najwięcej Norwegów traci prawo jazdy. Julebord często nie kończy się w restauracji, przechodząc płynnie w inną tradycję – nachspiel, jakby dalszy ciąg imprezy, zazwyczaj już bardziej prywatny. Swoje zasady ma też picie weekendowe – helgefylla.

Trochę się to kłóci z wizerunkiem państwa z ograniczanym dostępem do alkoholu. Ale nawet Norwegia się zmienia. W 1996 r. zniesiono tu dotychczasową państwową kontrolę dystrybucji i importu alkoholu. Uchował się tylko pełny monopol na jego sprzedaż detaliczną. Teraz również i to ograniczenie może zniknąć. Przed wyborami do parlamentu, które odbędą się 9 września, prawicowe partie prześcigają się w obietnicach liberalizacji dostępu do napojów wyskokowych.

Prowadząca w sondażach Partia Konserwatywna chce pozwolić na sprzedaż alkoholu w sklepach spożywczych.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj