Wyprawa do niepodległej dzielnicy Barcelony
Barcelonka
Niepodległa Republika Barcelonety – mówią o niej mieszkańcy, choć jak długo jeszcze potrwa ta niepodległość, nie wiedzą.
Liczne bary tej dzielnicy pozwalają na zabawę do późnej nocy.
Tomasz Czech/Polityka

Liczne bary tej dzielnicy pozwalają na zabawę do późnej nocy.

Była kiedyś w Barcelonie piaszczysta wyspa, Maians. 250 lat temu, kiedy zdążyła już zrosnąć się z miastem, powstała na niej dzielnica. Nazwano ją Barcelonetą, małą Barceloną, Barcelonką. Mieszkali w niej rybacy i robotnicy, mieszkali i poeci. Bywała zakazanym terytorium, na które bali się zapuszczać barcelończycy.

Choć dziś otaczają ją luksusowe hotele i restauracje dla turystów, Barceloneta pozostała wyspą.

***

Obywatelka republiki, Consuelo, lat 84, jak co dzień po przebudzeniu wdziewa czarną suknię i otwiera drzwi do mieszkania wychodzącego prosto na ulicę. Zasłania je firanką, którą przymocowuje do framugi klamerką, i zasiada w fotelu na środku salonu. Nasłuchuje, sama nie będąc widzianą. Wie wszystko, a może i więcej. Trwa w końcu na posterunku od 43 lat, odkąd przyjechała tu z rodzinnej Granady. Taksówką, za 400 peset – jak lubi opowiadać tym, którzy odchylą firankę i zajdą do niej z wizytą.

Kilkadziesiąt metrów na lewo, na rogu ulic Ginebra i Pizarro, obywatel Jaime Tomillero podnosi rolety w barze Jai-ca odziedziczonym po wuju. To jeden z najstarszych lokali w dzielnicy, o czym świadczy wysłużony kontuar, zastawiony panierowanymi owocami morza. Na kawę wpadają z rana kumple, których Jaime zna od pół wieku. Renciści i emeryci mogliby tu debatować cały dzień.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną