Lekcja potasowa

Białoruska prasa zapowiada bliskie zwycięstwo Mińska w tzw. wojnie potasowej, trwającym od miesięcy sporze z Rosją. Poszło o kartel kontrolujący 40 proc. światowego rynku nawozów potasowych wartego rocznie 22 mld dol. Rosjanie (oligarcha Sulejman Kerimow) chcieli kupić pakiet kontrolny białoruskiego partnera (należącego do państwa), ale porozumienia się nie doczekali i zerwali kartel. Tak doprowadzili do spadku cen nawozów potasowych o ponad 20 proc., co bardzo boleśnie odczuła białoruska gospodarka, bo z handlu nawozami pochodził co ósmy rubel w budżecie. Sprawę dodatkowo pogmatwało sierpniowe aresztowanie na mińskim lotnisku Władisława Baumgertnera, prezesa firmy Kerimowa. Łukaszenka właśnie ogłosił, że prezes próbował wręczyć mu łapówkę przyspieszającą sprzedaż w wysokości 5 mld dol., za co grozi 12 lat więzienia. Wygląda też na to, że Kerimow swoją firmę potasową sprzeda oligarchom posłusznym Kremlowi, a ci powinni zadbać o ponowne zawiązanie kartelu. W sumie – 2:0 dla Białorusi.

Zdaniem specjalistów, wojna potasowa będzie ważną lekcją dla Łukaszenki. Choć Rosja jest jego sponsorem, to od lat stara się trzymać ją na dystans i zachować możliwie dużą samodzielność. Atmosfera obecnego sporu i zbliżający się szczyt Partnerstwa Wschodniego zachęciły teraz Łukaszenkę do wyciągnięcia pomocnej dłoni w stronę Ukrainy. Jeśli Kijów podpisałby umowę stowarzyszeniową z UE, ukraińskie firmy mogłyby mieć utrudniony dostęp na rosyjski rynek. I tu zaczyna się rola dla Białorusinów, którzy granicy celnej z Rosją nie mają: będą kupować ukraińskie towary z niedużą marżą i sami wyślą je do Rosji.

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj