Podsłuchy: technika ponad polityką
Za dużo szpiegów
Czy do lamusa historii trzeba odłożyć konstytucyjny kanon wolności, w tym tajemnicę korespondencji?

Z filmu Clinta Eastwooda „J. Edgar” o pierwszym dyrektorze FBI Edgarze Hooverze pamiętamy scenę gorączkowego ukrywania tajnych archiwów. Prezydent Richard Nixon zaczął się bać władzy służb specjalnych. „Wszyscy pójdziemy na dno” – miał przestrzegać i nakazał zamknięcie części operacji. Niemal każdy amerykański prezydent zderzał się ze służbami specjalnymi. Harry Truman użył najmocniejszych słów, powiedział wręcz, że nie chce gestapo ani tajnej policji.

Dziś problemy się zwielokrotniły. Moce obliczeniowe i oprogramowanie komputerów, możliwości serwerów i nasłuchu elektronicznego w USA w połączeniu z budżetem 75 mld rocznie pozwoliły na podsłuch niemal całej światowej telekomunikacji. Rewelacje Edwarda Snowdena dowodzą, że szpiegowano nawet przywódców zaprzyjaźnionych krajów. Za to w odniesieniu do talibów w Afganistanie moce techniczne są najskromniejsze. Widać, że myśl techniczna w Ameryce wyprzedziła myślenie polityczne. Działano na zasadzie: mamy ogromne możliwości, to je wykorzystajmy, a potem się zobaczy.

Reakcje na skandal są raczej uspokajające. Przecież szpiegowanie jest stare jak świat, wszyscy szpiegują. Po co napadać na Amerykę i naruszać i tak słabnący sojusz amerykańsko-atlantycki? „Można szybko wpaść w taką naiwną przesadę i zapomnieć, że istnieją jeszcze Rosja, Chiny i wiele innych dużych państw, które też mają możliwości techniczne i ambicje” – podkreślił premier Tusk. Nawiasem mówiąc, służby specjalne donoszą o bezprecedensowym nasileniu operacji rosyjskich do poziomu niewidzianego od czasów zimnej wojny. Powstaje więc ogromna pokusa, by rzeczy pozostawić swojemu biegowi. Programy takie jak PRISM przejęły prezydenckie upoważnienie po atakach 11 września do przechwytywania i analizowania rozmów i poczty bez zezwolenia sądowego, są zatem legalne. I sojusznicza współpraca wywiadów jest jak najbardziej potrzebna. Witamy w „Nowym wspaniałym świecie”? Czy do lamusa historii trzeba odłożyć konstytucyjny kanon wolności, w tym tajemnicę korespondencji?

Zamiast iść tą drogą, warto na serio się zastanowić, czy nie przesadzamy w ocenie zagrożenia terrorystycznego (i militarnego). Czy z bezpieczeństwa nie uczyniliśmy bożka usprawiedliwiającego burzenie dotychczasowego kanonu? Czy nie dbamy o bezpieczeństwo bardziej niż o inne dziedziny, np. edukację i ochronę zdrowia?

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj