Niemcy: kontrowersje wokół wyborów do PE
Euroweimar
Niemiecki trybunał konstytucyjny przychylił się do skargi małych partii, w tym neonazistowskiej NPD, że wprowadzenie w Niemczech 3-procentowego progu w wyborach do Parlamentu Europejskiego byłoby sprzeczne z konstytucją.

Zarazem konstytucjonaliści z Karlsruhe nie podważają zasadności 5-procentowego progu w wyborach do Bundestagu. Ich rozumowanie jest proste, ale wątpliwe. Parlament w państwie narodowym stanowi prawo i kontroluje władzę wykonawczą. Musi być sprawny. Więc wysieczenie drobnicy jest zasadne. Parlament Europejski jest jedynie parlatorium, nic od gadaniny europosłów nie zależy, więc każdy, kto otrzyma odpowiednią liczbę głosów, powinien się w nim znaleźć.

Już w 2011 r. Karlsruhe stwierdziło, że ostatnie słowo ma w Niemczech Bundestag, a nie instancje europejskie, przypomina znany socjolog Ulrich Beck. A teraz z całą świadomością zamyka oczy na fakt, że od majowych wyborów europarlament będzie miał wyraźne kompetencje, choćby wybór przewodniczącego Komisji UE, następcy José Manuela Barroso. Zatem jak najbardziej powinni w nim być ludzie odpowiedzialni, a nie oszołomy. Obecny werdykt jest przykładem „konstytucyjnego eurosceptycyzmu”, który idzie w ślad za „demokracją nastrojową” zależną od rozhuśtanych emocji i sondaży, nieprzejmującą się tym, by UE zachowała stabilność na burzliwym morzu.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj