Niech NATO będzie bliżej nas
Zarys porozumienia w sprawie Ukrainy?
Co najmniej kilku sojuszników uważa, że przesuwanie dużych wojsk na granice nie jest odpowiednią reakcją na bądź co bądź brak wystrzału po stronie rosyjskiej. I to jeszcze w sytuacji, kiedy toczą się z Rosją negocjacje w sprawie rozwiązania kryzysu.
Parlament Europejski/Flickr CC by 2.0

Nie godzimy się z aneksją Krymu, uważamy że Rosja postąpiła bezprawnie, co gorsza podstępnie uciekła się do jawnych kłamstw. Ale co można zrobić? Nie uznawać aneksji i czekać na lepsze czasy. Wojna to rzecz straszna, nikt o zdrowych zmysłach jej nie zaleca, zresztą nie ma kandydatów, by umierać za Krym, który zresztą jeszcze niedawno rosyjski był i w ogromnej większości w Rosji chce być.

Nie ma też co się oburzać, że Waszyngton i Moskwa negocjują na temat warunków porozumienia. Z amerykańskich źródeł dyplomatycznych Rosja przedstawiła ofertę: chce, by Zachód zapewnił, że nie Ukraina nie wejdzie do NATO, dalej – by rząd w Kijowie zawierał także reprezentację partii prorosyjskiej, następnie by Ukraina przyjęła ustrój federalny i zachowała stosunki gospodarcze z Rosją. W zamian Moskwa oferuje uznanie rządu w Kijowie, przyrzeknie, że nowych ruchów separatystycznych na Ukrainie nie będzie inspirować i włączy się do ratowania Ukrainy przed gospodarczą zapaścią. Dla jednych brzmi to cynicznie i kłamliwie, bo Moskwie nie można wierzyć. Ale inni – a zwłaszcza Amerykanie – widocznie uważają, że w każdym razie jest to na pewno punkt wyjściowy do rozmów. Inaczej Kerry i Ławrow nie rozmawialiby cztery godziny i nie przyrzekli dalszych rozmów.

Wszystko to dzieje się w naszym bezpośrednim sąsiedztwie i mamy prawo być zaniepokojeni. Żyjemy w warunkach zwiększonego ryzyka. Pierwszą reakcją NATO była obietnica wzmocnienia Sojuszu. Wojskowym z NATO kazano opracować sposoby lepszej obrony tych sojuszników, którzy czują się zagrożeni przez Rosję. Nasz minister spraw zagranicznych powiedział, że dobrze by było, gdyby znalazły się na naszym terytorium dwie ciężkie brygady NATO. Od razu jednak pojawiły się przecieki o rozbieżnościach w Sojuszu. Co najmniej kilku sojuszników uważa, że przesuwanie dużych wojsk na granice nie jest odpowiednią reakcją na bądź co bądź brak wystrzału po stronie rosyjskiej. I to jeszcze w sytuacji, kiedy toczą się z Rosją negocjacje w sprawie rozwiązania kryzysu.

Polska jednak musi wykorzystać kryzys, by uzupełnić braki w infrastrukturze obronnej. Może nie dwie ciężkie dywizje NATO – gdzie je umieścić? – ale na pewno więcej niż do tej pory. Zresztą istnieją przecież NRF, siły szybkiego reagowania NATO.

Równocześnie Polska dyplomacja musi zwalczać powtarzane na Zachodzie tezy, że przy przyjmowaniu naszego kraju do Sojuszu obiecano Rosji, iż NATO nie będzie przesuwać baz na Wschód. Obiecano tylko, że nie będzie przemieszczania „znaczących sił” i to w warunkach pełnego spokoju. To ogromna różnica. Nie ma w Polsce żadnych „znaczących sił”. Natomiast powinny być jakieś siły, choćby skromne, oraz natowskie bazy, środki łączności i logistyka. Sami też musimy rozbudować zdolności do przyjęcia sił NATO w ciągu 24 godzin, jeśliby zaszła taka potrzeba.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj