Polacy kończą misję w Afganistanie. Jak ją oceniać?
Afgańska historia koła
Polscy żołnierze zakończyli bojową część naszej misji w Afganistanie. Na ostatnią, XV zmianę pojechali logistycy, żeby posprzątać. Ale ta misja jeszcze długo nie da o sobie zapomnieć. Zwłaszcza tym, którzy stracili tam zdrowie albo bliskich.
Konwój z Polskiej Grupy Bojowej
ISAF/MON/Wikipedia

Konwój z Polskiej Grupy Bojowej

Państwa muzułmańskie mają swój własny kalendarz. Najczęściej to zabieg symboliczny, bo tych 579 lat różnicy jakoś specjalnie tam nie widać. Jednak w Afganistanie można odnieść wrażenie, że rzeczywiście mamy rok 1435. I nawet rzadkie artefakty świata współczesnego jakoś specjalnie tego nie psują. Tam jest nie tylko inny czas, ale ten czas inaczej płynie. Złapali się na tym nawet wojskowi, którzy piszą, że po siedmiu latach polska armia wychodzi z Afganistanu.

Polscy żołnierze w Afganistanie byli już w 2002 r. Jako jeden z najwierniejszych sojuszników wspieraliśmy Amerykanów niemal od samego początku. Pierwsi pojechali saperzy i logistycy, których ochraniał GROM. Nikt nie wiedział, z czym się ten Afganistan je. Na wszelki więc wypadek wysłaliśmy saperów w bardzo dobrym towarzystwie. Okazało się, że na wyrost. W Kabulu można było wtedy spokojnie napić się herbaty, iść na targ. Proste czynności, o których dziś nie ma nawet co marzyć. Im dłużej tam byliśmy, tym gorzej się tam działo.

W marcu 2007 r. misja zaczęła się rozrastać i pęcznieć. W szczytowym momencie na VII zmianie służyło tam aż 2600 polskich żołnierzy. Mieli stabilizować, a dzień za dniem toczyli jakieś potyczki. Afganistan odrzucał nas, tak jak wszystkie inne obce wojska przed nami. Historia powtarzała się, jakby odbijano ją przez kalkę. Pośrodku byłej już polskiej bazy Warrior stał gruby kamienny mur i szczątki jakichś budynków. Te ruiny to pozostałość po wielkiej armii brytyjskiej, którą za cenę ogromnych ofiar dumni Afgańczycy nauczyli pokory. Kilka metrów od tych ruin wykopany był całkiem spory rów. A właściwie minikanion. To pozostałość po wojskach radzieckich, które w tej sztucznej depresji urządziły magazyn amunicji, bo poprzednie były notorycznie ostrzeliwane. Kilkanaście lat później z tych samych stanowisk, z których ostrzeliwano Rosjan, strzelano do Polaków. W Afganistanie historia rzeczywiście kołem się toczy.

Zgodnie z tym rytmem od dziś Polacy przenieśli się do bazy Bagram, czyli tej, od której zaczynali w 2002 r. Najpierw ją rozminowywaliśmy. Teraz pewnie trzeba ją będzie zaminować, bo terytorium opanowane przez wojska koalicyjne dramatycznie się kurczy. Na XV zmianę do Afganistanu poleciało 500 logistyków. Ich zadaniem będzie dopięcie misji pod względem materiałowym. Trzeba wysłać ostatnie transporty ze sprzętem do Polski. Zniszczyć to, czego transportować nie warto. No i w grudniu oficjalnie pożegnać się z afgańską ziemią, zgodnie z NATO-wską zasadą – „razem weszliśmy, razem wychodzimy”. Trudno jednoznacznie podsumować tę misję, która pochłonęła życie 42 polskich żołnierzy i jednego ratownika medycznego. Jeszcze niedawno oceniana była skrajnie negatywnie. Od momentu rosyjskiej aneksji Krymu liczba krytyków drastycznie zmalała. To w Afganistanie i Iraku wykuwał się NATO-wski i polsko-amerykański sojusz. I na tych sojuszach budujemy teraz nasze bezpieczeństwo.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj