Putin w Chinach nie podpisał umowy gazowej, ale gra toczy się dalej
Skazani na Azję
Władimir Putin pojechał w pierwszą podróż do Chin ery Xi Jinpinga. Jednak w Szanghaju gospodarze nie byli zbyt gościnni i Gazprom nie dostał oczekiwanego i długo negocjowanego kontraktu na eksport gazu.
Wizyta Władimira Putina w Chinach
Kyodo/MAXPPP/Forum

Wizyta Władimira Putina w Chinach

Chińczycy nie mówią nie, ale twardo się targują, chcą niższych cen, innych zasad dostaw. Okazuje się więc, że argumenty, które w Europie działają na korzyść Rosji, stają się słabościami w kontaktach z Chinami. To duży klient, więc to on dyktuje warunki i może się ociągać z decyzją. Chiny tym dłużej będą czekać, im mocniej zdają sobie sprawę, że Rosji zależy na szybkich sukcesach.

Podpisanie kontraktu byłoby dowodem, że Rosja cały czas jest w uderzeniu. I potrafi – jak czasem z podziwem mówią o rosyjskich kolegach polscy dyplomaci – grać naraz na wielu fortepianach, w tym przypadku równoważyć ochłodzenie z Zachodem nowymi inicjatywami na Wschodzie. Ale Chiny, znając własną wartość, stawiają warunki. Gazpromowi wcale też nie pomaga, że chińska armia jest np. poważnym odbiorcą produktów rosyjskiej zbrojeniówki. Tak jak dla Polski historyczną zmorą jest sojusz niemiecko-rosyjski, tak dla Zachodu, zwłaszcza USA, kłopotliwy byłby alians chińsko-rosyjski. Teraz przypadek umowy Gazpromu podpowiada, że jeśli ten mało prawdopodobny mariaż kiedyś zostanie zawarty, to jego zasady będą detalicznie przedyskutowane i opisane w solidnej intercyzie.

Trudno także nie oprzeć się wrażeniu, że dla Rosji powoli mija – nazwijmy ją umownie – naftowa dekada, czas, gdy handel ropą naftową i gazem ziemnym był fundamentem prowadzenia polityki i źródłem rosyjskiej potęgi. Strategia ta, w przeciwieństwie do samych złóż, chyba zaczyna się wyczerpywać, a na pewno blednie. Sąsiedzi Rosji, którzy 7–8 lat temu z niepokojem wsłuchiwali się w plany Kremla o słynnej dywersyfikacji odbiorców budowy rurociągów, pomijających np. Polskę, Białoruś czy Ukrainę, zdążyli się z zachowaniami rosyjskich polityków i koncernów oswoić. Europa jest dziś bardziej odporna na szantaże gazowe, do czego przyczyniła się m.in. rewolucja łupkowa w USA i plany łączników integrujących europejskie rurociągi. Co ważniejsze, Europa ma też psychiczną gotowość do ewentualnych kłopotów, gdy będzie trzeba płacić wyższe ceny. Swoją cierpliwość wyrabiała podczas poprzednich odłączeń. Po prostu doświadczenia minionych lat sprawiły, że gazowy straszak nie działa już tak mocno.

Dlatego Rosji na kolejne dekady będą potrzebne bardziej finezyjne pomysły niż samo pompowanie surowców. Stąd niektórzy z moskiewskich ekspertów od spraw międzynarodowych przewidują, że przyszłość Rosji leży w Azji. Wyglądać ma to mniej więcej tak: awantura na Ukrainie stworzy nowe pokłady nieufności do Zachodu, który putinowska Rosja uważa za prawdziwego rywala, wręcz wroga. Jednocześnie wzrost Chin przewraca do góry nogami porządki w Azji, co stwarza nowe zagrożenia, ale i szanse, choćby zbliżenia z Koreą Płd., Japonią i całym ASEAN, skupiającym państwa Azji Południowo-Wschodniej, często z Chinami skłóconych (ostatnia obserwacja nabierze znaczenia, gdy Rosja dostrzeże w Chinach konkurenta lub zagrożenia). Przywódcy części z tych krajów też przyjechali na szanghajską konferencję o bezpieczeństwie, więc Władimir Putin ma okazję, by od razu zagrać i na tym fortepianie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj