Na wschodzie Ukrainy wciąż leje się krew, Majdan kipi z oburzenia
Czy będzie kolejny rozejm?
Na Ukrainie wciąż nie ma przełomu w przywracaniu pokoju. Na wschodzie kraju nadal giną ludzie, cywile, ukraińscy żołnierze, a także separatyści: tylko dziś rano w ciężkich walkach zginęło dwóch żołnierzy i 150 separatystów. Są ranni, także cywile.
Na wschodzie kraju nadal giną ludzie, cywile, ukraińscy żołnierze, a także separatyści.
Stanislav Krasilnikov/ITAR-TASS/Forum

Na wschodzie kraju nadal giną ludzie, cywile, ukraińscy żołnierze, a także separatyści.

Rozejm, jaki ogłosił prezydent Petro Poroszenko, trochę dla podkreślenia wagi podpisanej w Brukseli umowy stowarzyszeniowej z Unią, przedłużony następnie o dalsze 72 godziny, żeby zaakcentować dobrą wolę Kijowa. Niestety, rozejm – choć akceptowany przez część separatystów – został wykorzystany do umocnienia ich pozycji, bez narażenia na reakcję ze strony wojsk rządowych. Zginęło 30 żołnierzy, zaatakowanych podstępnie, mimo zawieszenia broni.

W Kijowie Majdan aż kipiał ze wzburzenia. Protestowano w weekend przeciwko decyzji prezydenta, domagając się wznowienia operacji antyterrorystycznej. – Nasi chłopcy tam giną – krzyczeli ludzie i grozili, że Kijów znów wyjdzie na ulice przeciwko władzy. Nikt nie wierzył, że Rosja wstrzyma „pomoc humanitarną” dla rebeliantów, że ustalenia rozejmu będą dotrzymane. W dodatku separatyści zaczęli atakować cywilów, ostrzeliwać domy i osiedla mieszkalne. Często zresztą w przebraniu, żeby skierować ludzki gniew w stronę władzy. Moskwa namawiała do kolejnego przedłużenia rozejmu, miał być wykorzystany do prowadzenia rozmów pokojowych w układzie Niemcy, Francja Rosja i Ukraina. Bez Polski i przedstawiciela Unii, na to naciskała Moskwa. Pozostali najwidoczniej wyrazili zgodę, bo Polski nie zaproszono, a i Brukselę wypchnięto. Podobno ze względu na nieugięte stanowisko wobec Kremla.

Niemcy, Francja i Rosja miały tworzyć trójkąt deeskalacyjny, ministrowie spraw zagranicznych tych państw plus ukraiński minister Pawło Klimkin spotykali się w Brukseli, Berlinie i Kijowie (na zaproszenie Niemca Franka – Waltera Steinmeiera), próbowano wymóc na Ukrainie ogłoszenie kolejnego rozejmu. Prezydent Petro Poroszenko okazał się jednak twardzielem, rozejmu nie ogłosił, wznowił natomiast operację antyterrorystyczną.

Wydaje się, że to eufemistyczne określenie, bo na wschodzie Ukrainy trwają walki z użyciem wyrzutni rakietowych najnowszej generacji, precyzyjnych haubic samobieżnych, granatników, transporterów opancerzonych BTR. Słowo „wojna” bardziej by tu pewnie pasowało, choć działania toczą się na niewielkim stosunkowo terenie, części obwodów donieckiego i Łużańskiego, w rejonach Słowiańska i Kramatorska. Ale i Donieck też jest wciąż niespokojny, separatyści trzymają się tam mocno.

Oczywiście decyzja ukraińskiego prezydenta nie mogła się podobać w Moskwie, Władimir Putin natychmiast ją skrytykował, dodając nawet, że teraz Poroszenko jest bezpośrednio odpowiedzialny za śmierć żołnierzy. Oraz że Rosja nie przestanie ochraniać swoich obywateli, bez względu na to, gdzie mieszkają. Tymczasem nikt nie ma wątpliwości, że bez wsparcia Rosji rebelia już dawno by ucichła. Choć Putin oficjalnie podkreślił, że nie wkroczy na Ukrainę, to kroplówka dla rebeliantów działa bez zarzutu. Moskwa – mimo zapowiedzi, że „wpłynie na bojowników” – nie spełniła obietnicy, rebelianci nadal kontrolują trzy przejścia graniczne z Rosją, którymi przenika pomoc, ludzie i broń. Nie ma też zgody na wprowadzenie obserwatorów OBWE. Warto zauważyć, że pomimo wielu ofiar po stronie separatystów (Kijów mówi nawet o 2 tysiącach) prawie nie ma pochówków na Ukrainie. Wszystkie trumny zabierane są do Rosji, co wyraźnie potwierdza tezę, że to rosyjscy najemnicy walczą z Ukraińcami.

Unia wstrzymuje się z dalszymi sankcjami wobec Rosji, sugerując, że to jedynie zaogni sytuację. Tylko Biały Dom uważa, że Ukraina ma prawo walczyć o odzyskanie pełnej władzy nad wschodnim terytorium.

Ludzie są zmęczeni, coraz więcej jest uchodźców, opuszczających domy w obawie o życie. Większość uciekła do Rosji, bo najbliżej. Bo tam często mają rodziny. Wielu z nich dziś wraca, bo w Rosji drogo, bo nie znaleźli dla siebie miejsca. Część ludzi, początkowo przeciwna wojskowej interwencji, dziś oczekuje od wojska ochrony i zaprowadzenia spokoju. Rebelianci rabują sklepy, napadają na banki, w czwartek w jednym z oddziałów Privatbanku zrabowano kilka milionów przygotowanych na wypłaty wynagrodzeń. Jest zagrożona codzienna egzystencja. To musiało zmienić optykę mieszkańców.

Tymczasem w Kijowie się dzieje: najważniejsza jest, jak sądzę, decyzja Rady Najwyższej, że nie będzie w tym roku wakacyjnej przerwy parlamentarnej. Dotychczas deputowani wyjeżdżali na całe wakacje i życie zamierało. Teraz będzie inaczej, parlament musi przygotować wiele zapowiedzianych zmian. Najważniejsza dotyczy zmiany konstytucji, zapewnienia szczególnego statusu językowi rosyjskiemu i językom innych mniejszości, co zapowiedział Petro Poroszenko. A także zmian umożliwiających decentralizację władzy, przyznania regionom większych uprawnień. To odpowiedź władz na pomysł federalizacji. Prezydent Poroszenko wymienił też w czwartek ministra obrony, został nim gen. Walerij Hełetej. Obserwatorzy uważają, że chciał mieć na tym stanowisku swojego człowieka, a poprzednik, Mychajło Kowal, był ze starego rozdania. Zwłaszcza że silnie krytykowany jest sposób wydawania pieniędzy na wyposażenie armii, także tych pochodzących ze społecznych zbiórek. Żołnierzom wciąż brakuje wyposażenia, kamizelek kuloodpornych ratujących życie. Kamizelki stały się najbardziej pożądanym towarem, przerzucanym teraz przez granice z Polski. Na przejściu w Medyce wyparły wódkę i papierosy.

Parlament przegłosował też specustawę dotyczącą polityki energetycznej. Przewiduje ona reglamentację gazu dla firm ze względu na konflikt gazowy z Rosją. W ten sposób Kijów próbuje przygotować się na kłopoty, jakie zapewne pojawią się jesienią, jeśli gazowa wojna nie wygaśnie. Przyjęcie tej ustawy to sukces prezydenta (powstała według jego pomysłu), bo lobby przemysłowe w Radzie Najwyższej jest wielką siłą i od jego postawy zależy właściwie wszystko, co dzieje się w ukraińskiej gospodarce, a także w polityce. Przyjęcie ustawy oznacza zgodę na istotne ograniczenia, także w dochodach prywatnych firm, zwykle w rękach oligarchów.

W sobotę w Kijowie ma być negocjowane kolejne zawieszenie broni. Inicjatywę mają wziąć w ręce grupa kontaktowa, przedstawiciele ukraińskich władz, OBWE i ambasador Rosji. To pomysł, jaki uzgodniono w Normandii, podczas spotkania Poroszenki z Putinem, pod okiem kanclerz Niemiec i prezydenta Francji. Grupa już raz się spotykała, nawet z udziałem przedstawicieli separatystów. Dziś nie wydaje się, żeby taki sam jej skład udało się powtórzyć – ze względu na zdecydowane działania armii na wschodzie i wzmożenie akcji antyterrorystycznych. Czy kolejne spotkanie i negocjacje przyniosą radykalną zmianę sytuacji? Wydaje się, że to zależy od stanowiska Moskwy. W każdym razie Kijów demonstruje dziś stanowczo, że nie zamierza trzymać broni przy nodze, dać się zaskoczyć kolejnymi atakami.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj