Niemieckie reakcje na katastrofę MH17 co najmniej ostrożne
Zmącone przyjęcie
Tragedia malezyjskiego boeinga nie zmieni zasadniczo niemieckiej polityki wobec kryzysu na wschodniej Ukrainie. Berlin nadal stawia na polityczne rozwiązanie konfliktu.
Angela Merkel
European People's Party/Wikipedia

Angela Merkel

Wiadomość o katastrofie malezyjskiego samolotu na wschodniej Ukrainie nadeszła w najmniej odpowiednim dla Angeli Merkel momencie. Niemiecka kanclerz szykowała się właśnie do świętowania swoich sześćdziesiątych urodzin. Już z pierwszych informacji wynikało, że maszyna lecąca z Amsterdamu do Kuala Lumpur mogła zostać zestrzelona przez prorosyjskich separatystów. Wiadomo było, że zginęło wielu Europejczyków.

Impreza urodzinowa szefowej rządu nie została jednak odwołana. W czwartkowy wieczór w Konrad-Adenauer-Haus, berlińskiej centrali chadeckiej partii CDU, bawiło się kilkuset gości, wśród nich byli obecni ministrowie, a także prominenci ze świata kultury i nauki. Steffen Seibert, rzecznik rządu Angeli Merkel, pospieszył wprawdzie z zapewnieniem, że pani kanclerz jest zszokowana katastrofą boeinga. Ani solenizantka, ani jej goście nie sprawiali jednak wrażenia, że są w złych humorach. „Czy pani kanclerz może beztrosko świętować urodziny?” – pyta w internetowym wydaniu tygodnik „Die Zeit”.

Pytanie to jest jeszcze bardziej zasadne dzisiaj, gdy berliński MSZ potwierdził, że na pokładzie samolotu było czterech obywateli Niemiec. – Jest wiele poszlak, które wskazują na to, że chodzi o zestrzelenie – powiedziała na piątkowej konferencji prasowej Merkel. Pani kanclerz zażądała jak najszybszego i niezależnego zbadania przyczyn katastrofy. – Winni – dodała – muszą zostać pociągnięci do odpowiedzialności. Szefowa rządu po raz kolejny zaapelowała do władz Rosji, by pomogły w politycznym rozwiązaniu konfliktu we wschodniej Ukrainie, i dała do zrozumienia, że Berlin oczekuje trwałego zawieszenia broni. Merkel przyznała zarazem, że na linii Niemcy–Rosja występują poważne różnice zdań.

To wciąż dość umiarkowana reakcja. Trudno jednak było się spodziewać, że z ust czołowych niemieckich polityków padną ostrzejsze słowa. Od początku kryzysu ukraińskiego było oczywiste, że Berlin ani myśli o wysyłaniu wojsk na wschód, a w kwestii sankcji wobec Rosji zachowuje dużą wstrzemięźliwość. Nie chodzi tylko o interesy gospodarcze wiążące Niemcy z tym krajem, lecz również o pacyfistyczne nastroje u naszych zachodnich sąsiadów. Jeden z marcowych sondaży pokazał, że większość Niemców akceptuje aneksję Krymu przez Rosję. W kwietniu ponad trzy czwarte ankietowanych sprzeciwiało się wojskowej interwencji NATO, nawet gdyby Kreml zajął kolejne obszary Ukrainy. Rząd Angeli Merkel swoją ostrożną polityką wobec Rosji wpisuje się w społeczne oczekiwania.

Tragedia malezyjskiego boeinga pokazała jednak, że kryzys ukraiński dotyczy Niemców w większym stopniu, niżby tego chcieli. Pani kanclerz zapowiedziała już, że przerwie rozpoczynający się właśnie urlop, jeśli dojdzie do eskalacji konfliktu. – Zawsze jestem na służbie – czy mam urlop, czy nie – zapewniła dziennikarzy. Życie najbardziej wpływowej kobiety świata to nie tylko świętowanie.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj