Ukraina sama musi się zebrać w garść
Nie wolno biernie czekać na śledztwo
Ukraina jest rzeczywiście w trudnej sytuacji, ale sama musi wykazać największą determinację obrony niezależności i przywrócenia normalności.
Lotnisko Schiphol w Amsterdamie. Stąd wyleciał samolot MH17, zestrzelony nad Ukrainą w ubiegły czwartek.
Roman Boed/Flickr CC by 2.0

Lotnisko Schiphol w Amsterdamie. Stąd wyleciał samolot MH17, zestrzelony nad Ukrainą w ubiegły czwartek.

Holandia w żałobie narodowej przyjmuje zwłoki ofiar zestrzelenia samolotu malezyjskiego koło Doniecka. Ludzie z całego świata – w tym także mieszkańcy ubogich wsi pod władzą rosyjskich rebeliantów – wyrażają ból i współczucie dla ofiar. Czym innym jest jednak współczucie i ból, a czym innym niezwykle powolny bieg procedur prawnych: ciągle nawet nie powołano komisji międzynarodowej dla wyjaśnienia tragedii.

Procedurę prawną na całym świecie charakteryzuje powolność i formalizm, czasem zupełnie niezrozumiałe. Porównajmy – toutes proportions gardées, z zachowaniem wszelkich proporcji – dochodzenie w sprawie szaleńczej jazdy Froga po ulicach Warszawy, tu na miejscu, gdzie, choć prokuratura dysponuje filmem, nawet nie postawiono kierowcy zarzutu. Tempo będzie jeszcze mniejsze w przypadku czynu poważniejszego na terenach, do których dostęp jest trudny, a chodzi o tzw. sprawstwo kierownicze. Żaden prawnik nie powie, że Władimir Putin czy jego minister obrony ponoszą – w sensie sądowym – winę za zestrzelenie pasażerskiego samolotu. Zarzucamy Rosji, że pośrednio przyczyniła się do tragedii.

Wielkie agencje prasowe – Reuters i AP – podały, że źródła w wywiadzie USA ostrzegają, iż nie ma „bezpośrednich dowodów” na udział Rosji w zestrzeleniu maszyny. Nie wiadomo, czy Rosjanie byli obecni przy odpalaniu rakiety, nie znamy nazwisk, rangi ani narodowości osób obsługujących wyrzutnię rakiet itd. – podają te źródła.

Nie dajmy się jednak zbić z tropu. Rebelianci nie są tak anonimowi, jak to wynika z cytowanych wyżej depesz. W Moskwie mają szyld, dysponują nawet centrum prasowym. Zarówno „premier” samozwańczej Republiki Donieckiej, jak i jego minister obrony są znani, wcale się nie kryją, a w Rosji korzystają z protekcji i poparcia m.in. Konstantina Małofiejewa, założyciela Fundacji św. Błażeja. Ten działacz społeczny i polityczny ma – jak podają eksperci – doskonałe kontakty z bezpośrednim otoczeniem prezydenta Putina.

Wszystko to będzie zapewne wyjaśnione do najdrobniejszych nawet szczegółów, ale ani jutro, ani nawet za rok. Pytanie więc: co robić dziś? Prawdziwym problemem – przy największym nawet współczuciu z powodu samolotu – są ciągłe walki na Ukrainie, ofiary w ludziach, zniszczenia, destabilizacja państwa ukraińskiego i jego słabość wobec wydatnej pomocy, jakiej Rosja udziela rebeliantom.

Komisja Europejska ma opracować nowe sankcje zwrócone przeciw Rosji. Nie wiemy jeszcze, jakie konkretnie będą, a już słyszymy o raporcie brytyjskich posłów, którzy podali, że Wielka Brytania utrzymuje ponad 200 licencji eksportowych na zaopatrywanie Rosji w broń, w tym także na systemy sterowania rakietami. Być może raport ma uzmysłowić, że nie tylko Francja – z ciągle grożącą sprzedażą Mistrala – musi czuć się winna bardzo dziś nieodpowiedzialnych kontaktów z Moskwą. Opinia europejska powinna naciskać na własne rządy, by konsekwentniej zajęły się sankcjami.

Przede wszystkim jednak trzeba mobilizować samą Ukrainę. To kraj rzeczywiście w trudnej sytuacji, ale on sam musi wykazać największą determinację obrony niezależności i przywrócenia normalności. To kraj niemały i choć biedny, trzeba sobie uzmysłowić, że on także jest producentem nowoczesnej broni, ba, nawet jej eksporterem. Ukraina zajmuje co najmniej 9. miejsce na liście największych światowych eksporterów, przed takimi krajami jak Izrael, Holandia i Kanada. Jeśli sama się nie zbierze w garść, niewiele jej możemy praktycznie pomóc.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj