Holandia: Co w kraju tulipanów zmieni tragedia malezyjskiego samolotu?
Chłód i gniew
Przerwany lot MH17 nie będzie holenderskim 11 września ani czymś w rodzaju Smoleńska. Holendrzy są na to zbyt pragmatyczni.
Kondukt karawanów z ciałami ofiar w drodze z bazy lotniczej do Hagi.
Lex van Lieshout/EPA/PAP

Kondukt karawanów z ciałami ofiar w drodze z bazy lotniczej do Hagi.

Jędrzej Winiecki: – Jak lot MH17 zapisze się w zbiorowej pamięci Holendrów?
Gert Jan Hofstede: – Jeśli nic gorszego nie zdarzy się w ciągu najbliższych kilku lat, zostanie zapamiętany, ale chyba nie jakoś wyjątkowo. Ponad 20 lat temu izraelski jambo jet spadł na blok mieszkalny w Amsterdamie. Więc nie wydaje mi się, by MH17 stał się holenderskim odpowiednikiem 11 września, choć 23 lipca był pierwszym dniem żałoby narodowej od ponad pół wieku, od śmierci królowej Wilhelminy, panującej podczas wojny. Oczywiście, to co się stało, jest szalenie smutne, jednak pamiętajmy, że to jeden z wielu wypadków. Tym razem zginęło wielu moich rodaków, ich śmierć i cierpienie rodzin są poruszające, sam znałem niektórych naukowców obecnych na pokładzie. Nic dziwnego, że w tych warunkach Frans Timmermans w ONZ był tak emocjonalny. Jego wystąpienie było jednak nietypowe, bo Holendrzy w kontaktach z innymi nacjami są raczej powściągliwi.

Katastrofa nie zmieni tego podejścia?
Ostatnie kilkanaście lat, zwłaszcza zamachy z 11 września i późniejsze mordy polityczne, do których tu doszło, nie pozostały bez wpływu na Holendrów. Zaczęliśmy odczuwać znaczne zaniepokojenie, a to pomogło populistom. Pim Fortuyn (zamordowany w 2002 r. przez lewicowego aktywistę – przyp. red.) był rodzajem prawicowego, antymuzułmańskiego błazna, wszyscy znali jego niekonsekwencje, był otwarcie homoseksualny. Łamał wszystkie normy, buntował się przeciw establishmentowi, jednak był w tym raczej gentlemanem. Zwłaszcza w porównaniu z Geertem Wildersem, pozbawionym tego wdzięku, który poczucie humoru zastępuje sianiem niepokoju i mściwości. Wilders otwarcie obraża, by krzywdzić innych i przypodobać się swoim wyborcom.

(...)

W Polsce już analizuje się cechy wspólne między przerwaniem lotu MH17 i losem samolotu prezydenckiego w Smoleńsku. Co najbardziej odróżnia nasze narody?
Polska to taki silny, gotowy do walki facet, który jednocześnie potrzebuje silnego męskiego przywództwa, a tę rolę w Polsce pełni przede wszystkim Kościół katolicki, systemowo poprawiający pozycję mężczyzn i sprzyjający rozwojowi autokratycznego modelu zarządzania. W Holandii też mamy katolików, mieszkają głównie na południu kraju, ale tradycyjnie dystansują się od kolejnych papieży, nie chcą piętnowania aborcji, antykoncepcji itd. Nie lubią, gdy mówi im się, co mają robić w sypialni. Większość kraju nie jest katolicka i pozostaje pod wpływem reformacji, szczególnie w części mówiącej o gotowości do otwartości, zachowaniu samodzielności w myśleniu itd. Wynika to z faktu, że kultura holenderska – to największa różnica z Polską – jest bardziej feministyczna i bardziej indywidualistyczna. Ukształtowaliśmy się jako liberalni handlarze, którzy jednocześnie potrafią się samodyscyplinować, do czego nie potrzebujemy autorytetów w rodzaju króla, Boga czy szefa.

Wykorzystałeś swoją miesięczną pulę 10 tekstów z POLITYKI dostępnych nieodpłatnie w naszym serwisie.
Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj

Ta strona do poprawnego działania wymaga włączenia mechanizmu "ciasteczek" w przeglądarce.

Powrót na stronę główną