Majdan nie chce odejść, ale czy powinien trwać?
To już nie ten Majdan
W czwartek rano służby miejskie Kijowa przystąpiły do likwidacji miasteczka namiotowego na Majdanie Niezależności. Akcja wywołała opór zamieszkujących tam osób. Zapłonęły opony, w kierunku funkcjonariuszy poleciały nawet koktajle Mołotowa.
Czwartkowe zamieszki na Majdanie
Konstantin Chernichkin/Reuters/Forum

Czwartkowe zamieszki na Majdanie

Dlaczego właśnie dziś przystąpiono do czyszczenia centrum ukraińskiej stolicy? Bezpośrednim powodem jest zapewne to, że zbliża się Święto Niepodległości i w Kijowie zaplanowano obchody, które w tym roku będą miały szczególny charakter i znaczenie. O niepodległość i jedność Ukraina wciąż walczy i trzeba będzie się do tego odnieść. Zaplanowano defiladę, żeby oddać hołd walczącym na wschodzie kraju. Tymczasem w środku miasta, tutaj właśnie, gdzie odbywały się takie uroczystości, trwa miasteczko namiotowe, powstałe w grudniu ubiegłego roku.

Wiadomo było od miesięcy, że problem Majdanu trzeba będzie rozwiązać. Tylko kto miałby to zrobić? Mer Kijowa Witalij Kliczko, który współtworzył Majdan i który dzięki jego poparciu pełni dziś tę funkcję? Bardzo to było niewygodnie dla władzy rozpędzać siłą Majdan, skoro sam z siebie nie zamierzał się rozwiązać. Ale równocześnie widać było, że to już nie ten Majdan, który walczył z Berkutem. Namioty wciąż stały, ale zamieszkiwali w nich całkiem już inni ludzie. Zazwyczaj tacy, którzy przyjechali do Kijowa już po zwycięstwie, żeby się ogrzać w ciepełku sławy, bezdomni, którzy przylgnęli do tego miejsca od początku, bo było darmowe jedzenie i miejsce do spania, różni dziwni ludzie, którzy zamieszkiwali tutaj, może nie mając się gdzie podziać, może ukrywając się tutaj. Przylgnęły też bezdomne psy, a wiosną pojawiło się mnóstwo szczeniaków, baraszkujących przy każdym niemal namiocie.

Dziwne to miejsce. Dużo tu było alkoholu, dużo bałaganu, zdjęcia, ołtarzyki ku czci poległych, podziurawione hełmy i tarcze, cały asortyment z okresu walki. Kręcili się tu mężczyźni przebrani w mundury lub rozebrani do pasa z powodu gorąca, dziewczyny zrobione na bojowniczki albo wyglądające jak panienki szukające przygody. Śmierdziało klozetami, widocznie za rzadko sprzątanymi. Podobno przenikali tu różnej maści rosyjscy propagandziści, przekonując do protestów przeciwko władzy i wojnie na wschodzie.

Majdan miał się zlikwidować po wyborach prezydenckich, kiedy dopilnował zwycięstwa Petra Poroszenki. Ale nie ruszył się z Majdanu, trwał. Witalij Kliczko kilkakrotnie negocjował z jego komendanturą rozwiązanie, ale, jak widać, bez efektu. Ostatecznie miały pozostać namioty na samym Majdanie, przy Poczcie Głównej i po przeciwnej stronie, obok słynnego pomnika Matki Ukrainy, a wszystko, co zajmowało ulicę Chreszczatik, miało zniknąć.

Również mieszkańcy Kijowa mają do Majdanu ambiwalentny stosunek. Z jednej strony to symbol, historia. Z drugiej – zablokowane centrum miasta, główna jego arteria. Jej blokowanie stawało się uciążliwością i zaczynało wywoływać złość na bezradność władz miejskich. Z jednej – jeszcze całkiem nie wyschła krew na asfalcie, z drugiej – zrujnowana ulica stawała się groźna.

Tu była broń, strzelanina wybuchała niemal już każdej nocy. Kogoś pobito, od kogoś zażądano haraczu. Ulubione miejsce niedzielnych spacerów nagle zaczęło być omijane, choć turyści wciąż przyjeżdżali, robili zdjęcia barykad, fotografowali się z umundurowanymi majdanowiczanami, za opłatą, oczywiście.

Ale restauracje i knajpki, jakich tu mnóstwo, świeciły coraz większymi pustkami, bo niebezpiecznie było przemykać tędy po zmroku. Także szykowne sklepy i zacne firmy zagraniczne, posiadające do niedawna prestiżowy adres, zaczęły się wynosić w bardziej spokojne miejsca. Podczas deszczu w szczerbach wyrwanego bruku powstawały kałuże i błoto (Petro Poroszenko deklarował sfinansowanie remontu z własnych pieniędzy, ale nie można się było do niego zabrać).

Samochody nie mogły przejechać, miasto się bardziej jeszcze korkowało, wszystko stawało się problemem. Była też pretensja niejako ideowa: dziś walki toczą się na wschodzie i tam trzeba jechać, jeśli się chce zaświadczyć o swoim patriotyzmie. Tam giną żołnierze, ochotnicy, koledzy z Majdanu. Argument, że trzeba właśnie na Majdanie trwać i pilnować władzy, żeby nie przybrała cech Janukowyczowych, wydał się niestosowny i nieszczery.

Wiele osób chce, żeby zachować pamiątkową barykadę, żeby wstrzymać ruch aut ulicą Instytucką, gdzie poległo najwięcej ludzi. Ale miasto, stolica, musi żyć normalnym życiem, już dość żałoby, trzeba się brać do pracy.

Jest więc dylemat i władza musi go rozstrzygnąć. Nie może się stać zakładnikiem Majdanu i ulegać jego wszelkim żądaniom. Nie może z nim też walczyć na śmierć i życie, przyczyniając się do tworzenia nowej legendy. Nie może mieć Majdanu przeciwko sobie. Witalij Kliczko musi stanąć na ringu i zmierzyć się z trudnym przeciwnikiem. Wkrótce okaże się, czy jest nadal po stronie „my”, czy „oni”, czy Majdan będzie zalążkiem nowej opozycji.

Czytaj także

Ważne w świecie

W nowej POLITYCE

Zobacz pełny spis treści »

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj