Wojna o szefa CIA
Człowiek od tortur
Obama ma wiele powodów, aby pozbyć się szefa CIA Johna Brennana. Nie przewidział aneksji Krymu ani rozpadu Iraku. Ale prezydent straciłby pewność, że jego tajemnice pozostaną tajemnicami.
Brennan nie przypomina standardowego dyrektora CIA, wywodzącego się z samej szpiegowskiej agencji – nieprzeniknionego, chłodnego, używającego prawniczo-urzędniczego języka biurokraty.
Michael Reynolds/EPA/PAP

Brennan nie przypomina standardowego dyrektora CIA, wywodzącego się z samej szpiegowskiej agencji – nieprzeniknionego, chłodnego, używającego prawniczo-urzędniczego języka biurokraty.

Najpierw miał się ukazać do końca lipca, potem w pierwszym tygodniu sierpnia i już ostatecznie przed kongresowymi wakacjami, czyli do 15 sierpnia. W poniedziałek wciąż leżał jednak w sejfach komisji ds. wywiadu Kongresu USA. Chodzi o raport z dochodzenia tej komisji na temat kontrowersyjnych metod CIA ścigania podejrzanych o terroryzm: przewożenie ich do krajów sojuszniczych i przesłuchiwanie tam w tajnych więzieniach (black sites) z zastosowaniem tortur.

Jedno z takich więzień istniało w Kiejkutach na Mazurach i podtapiano tam m.in. dwóch ludzi Al-Kaidy, którzy w lipcu wygrali proces z Polską przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Autorzy amerykańskiego raportu orzekli, że w black sites więźniów traktowano nawet gorzej, niż sądzono na podstawie cząstkowych medialnych doniesień, a co najważniejsze – że brutalne przesłuchania nie dostarczyły śledczym „informacji, które uratowały życie”, czyli będących w stanie zapobiec tragicznym w skutkach zamachom terrorystycznym.

Raport jest gotowy, ale jego publikację opóźnia spór Kongresu z szefem CIA Johnem Brennanem o to, co dokładnie można w nim ujawnić. Brennan domaga się wykreślenia z końcowego dokumentu najważniejszych danych, co zupełnie stępi jego wymowę. Co gorsza, na wiosnę okazało się, że agencja włamała się do komputerów używanych przez personel komisji, śledząc jego e-maile na temat raportu. Kiedy senatorowie zaprotestowali, szef CIA zaprzeczył, jakoby jego podwładni szpiegowali senatorów – aby po kilku tygodniach przyznać, że minął się z prawdą.

Dyrektor przeprosił, ale burza już się zaczęła. Z Kongresu i mediów rozległy się żądania jego dymisji. Wyciągnięto najcięższe armaty, twierdząc, że chodzi o sprzeczną z konstytucją ingerencję rządu w prace legislatury, nowe Watergate. Prezydent Barack Obama stanął jednak murem za Brennanem. Niektórzy twierdzą, że nie miał wyboru.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj