Telewizja w służbie reżimów
Dyktatura małego ekranu
Internet zabił telewizję, ale tylko na Zachodzie. Reszta świata wciąż wpatruje się w dwa, trzy kanały państwowej telewizji, która potrafi być skuteczniejsza niż wojsko w podtrzymywaniu reżimu.
Przewodniczący ChRL Xi Jinping przemawia do pasażerów z ekranu w metrze w Szanghaju
Carlos Barria/Reuters/Forum

Przewodniczący ChRL Xi Jinping przemawia do pasażerów z ekranu w metrze w Szanghaju

Gdyby Niccolò Machiavelli sporządzał współczesny podręcznik rządzenia, musiałby zamieścić przepis na skuteczne wykorzystywanie mediów, bez nich nie da się przecież robić polityki. Niestety, Machiavelli nie żyje od pół tysiąca lat, dlatego obecni autokraci zdani są na intuicję i doświadczenia kilku pokoleń propagandzistów. Wiedzą, że z czytaniem gazet różnie bywa, konserwatywnie nie ufają nowym mediom i dlatego – jak za starych zimnowojennych czasów – wiarę pokładają w telewizji. Twierdzenie Laurenta Abadie, szefa Panasonica w Europie, że telewizja właśnie umarła, jest więc mocno przesadzone.

Według Freedom House, organizacji monitorującej stan demokracji na świecie, „zniewolonych” jest 2,5 mld ludzi w 48 krajach świata. Tamtejsze, kontrolowane przez państwo telewizje nadal katują widzów wizytami gospodarskimi wodzów, którzy przy takich okazjach nie omieszkają udzielać kluczowych instrukcji, np. w kwestii produkcji rajstop czy przemysłu kosmicznego. W tej dyscyplinie niedościg­nionym mistrzem pozostaje Kim Dzong Un, choć goni go spory peleton.

Przepis na taką telewizję to efekt wielu lat doświadczeń. Ważne są np. mundury – na galowo i polowo, zgodnie z kanonem propagandy trzeba zaglądać na poligon, by wąchać proch, w stolicy należy zaś odbierać defilady. W tej roli z kolei świetnie wypada Alaksandr Łukaszenka i liczny zastęp jego afrykańskich kolegów.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj