Państwo Islamskie i Ukraina: co łączy te zbrojne konflikty?
Wojna dwóch wojen
Może nie jesteś zainteresowany wojną, ale wojna jest tobą zainteresowana” – ten cytat z Lwa Trockiego powinien wisieć nad lustrem w łazience Baracka Obamy.

Amerykański prezydent robił, co mógł, aby wyplątać swój kraj ze zbrojnych eskapad na drugi koniec świata. Teraz przymuszony okolicznościami wraca na ścieżkę wojenną. W Estonii powiedział Władimirowi Putinowi: ani kroku dalej. Co więcej – chce Polskę i kilka innych państw Europy zabrać ze sobą do Iraku i Syrii, gdzie jak wirus rozprzestrzenia się Państwo Islamskie.

Można powiedzieć: co nas ten Irak obchodzi? Amerykanie sami stworzyli to państwo od podstaw, potem – jak się zdaje – za szybko je opuścili. Z polskiej perspektywy zajmowanie się brodatymi szaleńcami z pustyni w sytuacji, gdy sąsiednie państwo bije się z rosyjską armią, może wyglądać na ekstrawaganckie podejście do obowiązków sojuszniczych. A jednak, w mediach światowych i w globlnej polityce, to Irak zdaje się wygrywać z Ukrainą. Spójrzmy na obie te, na pozór odległe, wojny.

Różnice są oczywiste. Rosja zachowuje się wobec państw postradzieckich jak była żona, która zakazuje byłemu mężowi ponownie się ożenić.

Pełną treść tego i wszystkich innych artykułów z POLITYKI oraz wydań specjalnych otrzymasz wykupując dostęp do Polityki Cyfrowej.

Poleć stronę

Zamknij
Facebook Twitter Google+ Wykop Poleć Skomentuj